Opowiem Wam historię z przedwczoraj.
Chciałem jeszcze ostatni raz przed odwilżą wybrać się na jezioro i pochodzić po lodzie ostatni raz przed odwilżą. Już zaczęło się ocieplać, lód przestał budzić zaufanie, więc ludzi było jak na lekarstwo.
Podchodzę do brzegu i widzę gościa stojącego kilka metrów od linii wody. Taki brzuchaty, niezdecydowany. Pomyślałem: boi się wejść? czeka na kogoś? No nic, wchodzę na lód i idę w jego stronę.
Mijam go i dopiero wtedy widzę detale: bluza Pitbulla, dresy Pitbulla, łysa głowa pod czapeczką, solidny brzuch. Typ raczej z kategorii „lepiej nie zaczepiać”. Skinąłem głową i poszedłem dalej.
Doszedłem do wyspy, kręcę się, obszedłem ją ale przez chaszcze, kątem oka widzę, że mój przykład go ośmielił i idzie za mną. Doszedł do połowy, chwilę postał i chyba jednak wrócił na brzeg.
I teraz najlepsze.
Wracam tą samą drogą, patrzę na śnieg, a tam… wydeptane wielkie serduszko. Idealne, romantyczne jak z kartki walentynkowej.
I wtedy mnie uderzyło: ten hardy pitbull musiał tu stać i deptać serce na lodzie.

Dowód na to, że Łobuz Kocha Najbardziej.










No i pięknie 😉