Zajmujesz siłownię? Rób to cały rok… albo wcale.

0
209

Gdy zaczynałem swoją przygodę z treningiem siłowym, jakieś 25 lat temu, dostęp do wiedzy był znikomy. Zaopatrywaliśmy się z kolegami w miesięczniki kulturystyczne, zachwycaliśmy się umięśnionymi ciałami Flexa, Nassera czy Ronniego i nikomu nawet do głowy nie przyszło, że ich sylwetki są nieosiągalne dla zwykłego chłopaka z piwnicznej siłowni.

Ćwiczyliśmy według planów z tych czasopism, bez żadnego pojęcia, korekty ruchu – nie było nikogo, kto mógłby nam powiedzieć jak ćwiczyć lepiej, mądrzej. Ale z młodzieńczym zapałem ćwiczyliśmy i, przynajmniej ja, ćwiczę tak nadal.

Jednak dziś młodzi ludzie rozpoczynający treningi są w zupełnie innej sytuacji. Przede wszystkim coraz mniej jest siłowni z przypadku. Obiekty na których uczą się ćwiczyć są wyposażone w nowoczesny sprzęt. W Internecie można znaleźć nie tylko artykuły, plany dla początkujących, ale całe kanały profesjonalnych atletów, którzy rozbijają na czynniki pierwsze każde ćwiczenie, opisują dokładnie ruch, radzą jak uniknąć podstawowych błędów… Dosłownie bajka.

Wideo wyżej jest pełne podstawowych błędów – ale pokazuje jedno – radość z podnoszenia ciężarów 🙂

A jednak nie ma miesiąca, bym nie widział na sali zagubionych twarzy nowych trenujących.

Zagubionych, ponieważ nie mają pojęcia ani co mają robić, ani jak wykonywać ćwiczenia. Mimo przeogromnej, darmowej wiedzy, którą można czerpać z sieci, nie zadali sobie oni odrobiny trudu, żeby choćby ją liznąć. Przez co ich trening jest nieefektywny, kontuzjogenny i zniechęcający. Ludzie ci nie trenują dłużej niż kilka miesięcy, a potem ślad po nich ginie.

Inną grupą są tacy, którzy nie chcą uczyć się sami. Czy to nie potrafią, czy uważają, że opieka osoby bardziej doświadczonej ułatwi im wejście w temat, nie ma to znaczenia. Chcą pomocy, stać ich na zapłacenie za nią i tutaj właśnie wjeżdżają trenerzy, cali na… biało?

No nie. Bo z trenerami jest dokładnie jak z każdym innym fachowcem na rynku. Dobry jest już zazwyczaj zajęty. Znalezienie go graniczy z cudem, a wzięcie pierwszego lepszego oznacza co najmniej nieefektywne zainwestowanie swojego kapitału. Myślisz, że wynajmując go, zyskujesz dostęp do jego doświadczenia, umiejętności i wiedzy? Tak właśnie jest. Z tym, że niektórzy mają tego doświadczenia multum (i tych jest niewielu), a niektórzy tyle co wyczytali w necie (czyli tyle, ile i Ty byś miał, gdybyś odrobił pracę domową a nie próbował zasypać lenistwo pieniędzmi).

W jaki sposób sprawdzić takiego trenera?

Prawdopodobnie pierwsze sito to sam jego wygląd. Czy bierzesz rady w sprawach finansowych od bezdomnego? Jeżeli nie, nie bierz rad treningowych od człowieka, który wygląda jakby nie ćwiczył. Takich kroków sprawdzających pewnie można wymienić wiele, nie różnią się specjalnie od wybierania dowolnego fachowca innej profesji. Nie o tym zresztą artykuł.

Czytaj dalej, koleżko – teraz płenta:P

Napisałem go po tym, jak pierwszego tygodnia stycznia poszedłem na siłownię i nie dostałem klucza do szafki – wszystkie były zajęte. Nie jestem psem ogrodnika – ćwiczcie jak najwięcej, nie przeszkadza mi nawet pełna siłownia, jeżeli to ma jakiś sens. Najgorzej jest, gdy styczeń (czasem luty) muszę się kulić w przebieralni, a potem okazuje się że to wszystko psu na budę, bo ci co robili taki tłok, zrezygnowali i będą go znów robić dopiero za rok.

Chcesz mi zajmować siłownię? Zajmuj cały rok albo wcale, inaczej to nie ma sensu.

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments