Rower na drodze jednokierunkowej – robisz to źle

0
316

Rower na drodze jednokierunkowej to jedna z rzeczy, która w kierowcach dwuśladów wywołuje czasem negatywne emocje. Dziś chciałbym opowiedzieć o tak niezgodnym z naturą zjawisku, jak jadący pod prąd jednoślad, a także reakcjach na ten fenomen.

Wczoraj po raz kolejny uniknąłem śmierci. Po ponad pięćdziesięciu tysiącach kilometrów wykręconych na rowerze po Trójmiejskich ulicach nie jest to dla mnie sytuacja nowa. Czasami niebezpieczeństwo powoduję ja sam, czasami – i tych sytuacji jest dużo więcej – zagrożenie stwarzają inni kierowcy. Nie oznacza to, że jestem tak dobry – po prostu tych „innych” jest więcej i jest większa szansa, że któryś z nich się zagapi (eufemistycznie mówiąc).

I rozumiem, że każdemu może się zdarzyć – ale tylko do momentu, gdy po takiej sytuacji zrozumiesz swój błąd i przeprosisz, a nie pójdziesz w zaparte, że to moja wina. Nie będziesz dorabiał teorii do swojego błędu. Nie będziesz próbował wymyśleć nieistniejących przepisów lub nagiąć istniejących. Wystarczy zwykłe „przepraszam” i krótka refleksja – „następnym razem, będę ostrożniejszy”.

Przepisy

Od lat już rośnie liczba dróg jednokierunkowych oznaczonych dodatkowo tabliczką T-22 „Nie dotyczy rowerów”. Niespodzianka – ulica oznaczona czymś takim nie jest już drogą jednokierunkową, z tego prostego powodu, że można na niej jeździć w dwóch kierunkach. A to, że mogą to tylko rowerzyści, to nie ma najmniejszego znaczenia. 

Napotykając na taki pojazd jadący „pod prąd” należy traktować go dokładnie tak, jakbyśmy wymijali go na „normalnej” drodze dwukierunkowej. Jest to dość jasne i jeżeli ktoś tego nie rozumie, powinien w tym momencie przerwać czytanie i wyrzucić swoje prawo jazdy do śmietnika (albo spróbować jeszcze raz – choćby tutaj). 

Ciekawiej robi się na końcach

Zasady na drodze są, jak ustaliliśmy, proste i intuicyjne. Ciekawiej robi się na obu końcach „jednokierunkowej”, którą magiczna tabliczka T-22 zmieniła w „dwukierunkową”. Jak wróżka: Kopciuszka w księżniczkę – może taka metafora jest bardziej odpowiednia dla niektórych?

Wylot

Zacznę od wylotu „jednokierunkowej”. Jak wiadomo (ale nie wszystkim), jeżeli skręcasz z niej w lewo, dojeżdżasz do lewej krawędzi. Jeżeli w prawo, do prawej. Jeżeli jesteś tumanem, zawsze do prawej. 

Zawsze do prawej…

Jednak znów przylatuje magiczna T-22 i zmienia zasady gry, ponieważ teraz, skręcając w lewo, możesz spodziewać się jednośladu wjeżdżającego w „jednokierunkową”.  

 

I co w związku z tym? Po prostu zostaw trochę miejsca na rower. Zazwyczaj jednoślad zajmuje jakieś dwie stopy, więc specjalnie duża przestrzeń nie jest niezbędna. Jeżeli zostawisz choć trochę miejsca, rowerzysta nie będzie musiał gwałtownie hamować. Nie wjedzie w maskę twojego samochodu. Korzyści obopólne. 

Trochę wolnego miejsca załatwia sprawę

Szczerze przyznam, że nie znalazłem informacji co w sytuacji, gdy kierowca nie zostawi miejsca dla rowerzysty wjeżdżającego w jednokierunkową. Z jednej strony można powiedzieć, że rowerzysta także musi uważać i jeżeli samochód tarasuje jego drogę, to zatrzymać się i poczekać chwilę. Z drugiej, dużo bardziej niebezpieczna jest sytuacja, gdy rowerzysta już wjechał w drogę, a samochód dopiero dojeżdża – czasem z dość dużą prędkością – do skrzyżowania. Nie wiem czy przepisy regulują taką sytuację (wprost) czy należy zastosować się do ogólników typu „szczególna ostrożność”.

Wlot

Tak naprawdę do napisania tego artykułu zainspirowały mnie sytuacje, które miałem na wlocie takich „jedno-dwukierunkowych”. Co najmniej dwa razy samochody jadące z dużą prędkością w strefie uspokojonego ruchu wymusiły na mnie pierwszeństwo. To znaczy tych sytuacji było więcej, ale dwa razy samochody te za chwilę zatrzymały się (z różnych powodów) i miałem okazję porozmawiać z ich kierowcami.

Skrzyżowanie śmierci – na razie potencjalnej.

Pierwsza była starsza pani, która na moje zarzuty, że „mogła mnie zabić” odpowiedziała z rozbrajającą szczerością „ale ja miałam pierwszeństwo, bo jechałam prosto„.

Drugi był młody pan w moim wieku, który powiedział, że jechałem jednokierunkową pod prąd idlatego miał przede mną pierwszeństwo. 

Pan był lepszy, zdołał zobaczyć znak D-3 ustawiony pod kątem prostym do kierunku jego jazdy. Jednocześnie zignorował tabliczkę T-22 zawieszoną pod znakiem. Do tego znał nieistniejący przepis, że jeżeli ktoś jedzie pod prąd, nie ma prawa do pierwszeństwa.  Na koniec wykazał się skrajnym buractwem, ponieważ przyznał, że mnie widział i specjalnie się nie zatrzymał, bo „jechałem pod prąd”. 

Apeluję do kierowców samochodów – nie idźcie w tę stronę. Siedzicie opakowani w blaszaną konstrukcję i jedyne co może się Wam zdarzyć podczas kolizji z prędkością 30km/h to uszodzona karoseria. Rowerzysta może stracić życie. 

Mam to szczęście, że kilkadziesiąt tysięcy kilometrów za sterem roweru wyczuliło mnie na brewerie kierowców dwuśladów. Jednak chociażby dzieci jeżdżące po takich właśnie drogach „jednokierunkowych” nie mają mojego doświadczenia. One być może nie zatrzymają się i pojadą zgodnie z pierwszeństwem – czy im także będziecie tłumaczyli, że mieliście pierwszeństwo, bo jechały „pod prąd”?