Szkolenie SCRUM a’la ProCognita

0
200
Plakietka Certified Scrum Master

Kto pracuje „w SCRUMie” ręka do góry! Tak. Oczyma wyobraźni widzę nieprzebrane chaszcze wyciągniętych w górę ramion. Każda firma SCRUMa już wdrożyła lub, w najgorszym razie, jest w trakcie jego wdrażania. Jak może być inaczej, skoro Agile, Scrum, Lean i inne angielskie słowa-klucze nie dość że brzmią ładnie, to na pewno jeszcze także coś mądrego i dobrego oznaczają. Czyli zachodzi równość – wdrożymy SCRUMa => będziemy adżajlowi => fejm na rynku. I w ogłoszeniu o pracę można się pochwalić i klientom pościemniać. Same plusiki.

I nie ma w tym chyba nic złego. Przecież od czegoś trzeba zacząć. W ciągu mojej całej kariery pracowałem w takich organizacjach, gdzie dzień zaczynał się od „Daily Standupu”, co parę tygodni mieliśmy zakończenie sprintu, a zadania braliśmy z backloga. Jakoś szło – dostarczaliśmy działające oprogramowanie, zazwyczaj na nim zarabialiśmy (choć akurat do tego to nie mam szczęścia) i tak w kółko Macieju. Robiłbym tak do… końca mojej programistycznej kariery, gdyby nie zadziwiający zbieg okoliczności. A raczej dwa szelmowskie zbiegi.

Certyfikat Scrum Mastera

Pierwszy to moja promocja na Scrum Mastera zespołu, w którym pracowałem dotychczas jako programista. Drugi zbieg okoliczności spowodował, że czytasz ten wpis. A było to szkolenie Certified Scrum Master. Po kolei.

Zostałem zatem Scrum Masterem.

I nie byłem z tego powodu bardzo zadowolony. Wiedziałem, z czym wiąże się ta praca. Codzienne odpytywanie ludzi czy nie opieprzali się wczoraj za bardzo, zarządzanie megaintuicyjnym narzędziem Jira, a do tego równie ciekawe spotkania z managementem, podczas których co tydzień to ja musiałem opowiadać jak to praca wre w zespole.

Jednym słowem moc uciech porównywalna jedynie z programowaniem w Visual Basicu.

Wawel w nocy
Wawel widziany podczas wieczornego spaceru. Fotografia własna.

Ciągnęło się to przez kilka miesięcy, aż nadszedł czas wyjazdu do Krakowa. Ponieważ w międzyczasie uzyskałem budżet na doszkolenie się w prawach i obowiązkach Scrum Mastera, wybrałem jeden z tych tłustych kursów pozwalających wyjechać w delegację w Polskę i najeść się pysznych przekąsek, przy okazji słuchając bajeczek o czymś co przecież i tak mam w małym palcu.

Zatem wszedłem do sali, chwyciłem kawkę, zapoznałem się z piątką pozostałych uczestników kursu – bez wyjątku bardzo mili ludzie, można było sobie pogadać… sielanka.

Punkt 9 zaczęło się szkolenie. I to dokładnie tak jak u Hitchcocka – mocnym pieprznięciem na początku i ciągłą jazdą bez trzymanki do końca.

Okładka książki "Biznes odczarowany"

Przesadzam? Jak porównywać najlepsze filmy grozy ze szkoleniem SCRUM? Bardzo prosto – oba ryją pewność siebie i niszczą przekonanie, że człowiek wie co to tak naprawdę ten SCRUM. Więcej – okazuje się, że dotąd SCRUMA dotykał przez ścianę. Innymi słowy – wszystko to, co myślał że wie, jest nieprawdą. Wszystkie zarzuty, które wystosowywał w kierunku frameworku były formułowane na podstawie swojej ignorancji. Wszystko było nie tak.

Szkolenie trwało dwa dni. Trochę ponad 16 godzin olśnienia. Czy 16 godzin może wpłynąć na całe życie? Za to pytanie rodziny ofiar ataku na WTC dałyby w twarz, więc precyzyjniej – czy jedno szkolenie może przenicować dotąd poukładany i pielęgnowany przez lata pogląd na drugą stronę? Sprawić, że patrzenie na SCRUMa nigdy już nie będzie takie samo? Że zrozumiesz z czym on tak naprawdę się wiąże?

Tak. Szkolenie Tomka i Pawła właśnie takie było. Pozostawiło w moim myśleniu niezatarte piętno i mimo moich wcześniejszych „dziesięciu lat pracy w scrumie” to na styczeń 2020 datuję moment, gdy zrozumiałem co ta praca tak naprawdę znaczy i jak powinna wyglądać.

Schemat poglądowy frameworku SCRUM

W następnym odcinku postaram się krótko opisać jakie części szkolenia wywarły na mnie największe wrażenie – co uważam za jego największą wartość.

Oprócz oczywiście przekąsek i samego wyjazdu do Krakowa, bo to rozumie się samo przez się.

I już najbardziej poważna garść informacji, jeżeli ktoś zechciałby powtórzyć mój sukces :). Szkolenie odbyło się pod koniec stycznia 2020 w hotelu Swing w Krakowie (bardzo przyzwoity przybytek z dobrą kawą i jedzeniem). Było organizowane przez firmę ProCognita, a jej wysłannikami byli Tomasz de Jastrzębiec Wykowski oraz Paweł Kieltyka.

Paweł, ja i Tomasz
Paweł, Paweł i Tomasz

Trwało dwa, wypełnione po brzegi prelekcjami czy też warsztatami, dni. Każdy uczestnik otrzymał (oprócz mnóstwa pomniejszych gadżetów) książkę Tomasza (godną polecenia „Biznes odczarowany”) i inne materiały drukowane, a także miał prawo do przystąpienia do egzaminu online, po którym otrzymywał ważny przez dwa lata tytuł Certified Scrum Master. Organizatorzy chwalą się stuprocentową zdawalnością i mój przypadek potwierdza te zapewnienia – zdałem z dość wysokim, ponad 90% wynikiem.

Podsumowanie – jak widać, z teorii za dobry nie jestem, ale 47/50 to wynik bardziej niż zadowalający 🙂

Jesteś programistą pracującym w adżajlowej firmie? Warto. A jeżeli interesują Cię inne szkolenia, w których brałem udział – poczytaj także o tym od Kokosa