„Bierzesz klucze?” – studium przypadku

0
356

Czasem tak proste i niewinne pytanie może się stać przyczynkiem do rozwodu. Jak zrobić, aby tak się nie stało wyjaśnia nam doradca w zakresie efektywności osobistej, Miłosz Brzeziński.

Stojąc przy drzwiach wyjściowych, spojrzałem się na komodę i spytałem żonę: „bierzesz klucze?„. Jeżeli odpowiedziałaby „tak”, nie wziąłbym swoich. W przeciwnym razie, wziąłbym. Padła jednak odpowiedź: „jak Ty nie bierzesz, to wezmę”. Jako, że byłem jeszcze nabuzowany niedawną kłótnią z młodszą córką, mało mnie krew nie zała.

Oczywiście kluczy nie wziąłem i wyszliśmy.

Po czym przez pół drogi na siłownię usiłowałem jej wyjaśnić, że wystarczyło proste tak/nie, aby ta wymiana zdań zakończyła się porozumieniem. Z kolei ona przez pół drogi usiłowała mi powiedzieć, że nie mogła odpowiedzieć tak prosto, ponieważ sposób, w jaki zadałem pytanie powodował, że (…) (nie potrafię przytoczyć skomplikowanej argumentacji rzutującej kobiecy umysł na naszą rzeczywistość). W każdym razie, była to długa i wielowymiarowa odpowiedź, której każde zdanie powodowało zaciskanie się moich ust i nerwowe rozglądanie się za jakąś lagą.

Na szczęście nie dalej jak kilka godzin wcześniej, podczas rowerowego dojazdu do/z pracy, zakończyłem odsłuchiwanie 259. odcinka podcastu Mała Wielka Firma, w którym p. Miłosz Brzeziński w bardzo standupowej formie opowiadał o życiu codziennym i jak sobie z nim radzić.

W wystąpieniu padło jedno zdanie (było ich więcej, ale to pasuje), które zapadło mi w pamięć:

Moim zdaniem statystycznie lepiej jest poszukać w ramach tego, co już mamy ukopane i to dotyczy wielu rzeczy, małżeństwa też. Nam się tak wydaje, że odpalę Tindera i zaraz będę miał drugą żonę, w moment. Jak ta się nie sprawdzi, to mam tam ich bardzo dużo.
To jest trudno znaleźć kogoś, kto z nami wytrzyma. Jeżeli ktoś z państwa myśli sobie, że z nim łatwo żyć, to się po prostu oszukuje. Z każdym jest ciężko żyć, jesteśmy ciężcy do życia. Jak ktoś z nami siedzi, to już mu się kwiaty za to należą.

Mówiąc do Moni, przypomniałem je sobie i w tym samym momencie pomyślałem, że co ja tak właściwie robię? Usiłuję udowodnić jakieś moje z tyłka przemyślenia tylko po to, aby pokazać, że TO JA MAM KUR.A RACJĘ!! Natychmiast zszedłem z tonu i uspokoiłem się. Zapomniałem przeprosić, ale nikt nie jest idealny – nadrobię kolejnym razem 🙂 Rzeczywiście – trudno z nią czasem wytrzymać, ale jednocześnie powinienem chyba codziennie jej się kłaniać na przywitanie, bo wytrzymać ZE MNĄ to już wyczyn niemalże ekwilibrystyczny.

Miłosz Brzeziński – fotografia ze strony domowej autora

Tak więc nie rozwiedziemy się jeszcze w tym tygodniu.

Jak możesz wywnioskować z powyższej historii, nie jest to wyłącznie nasza zasługa. Przynajmniej mi pomogło bardzo wysłuchanie wzmiankowanego wystąpienia pana Brzezińskiego w MWF. Jakiś czas temu miałem także przyjemność wysłuchać wywiadu z nim w podcascie „Słucham gadam”. Tamta rozmowa także dużo mi dała – najważniejsze to chyba pozbycie się (za duże słowo – zmniejszenie jest dużo lepsze) pewnego rodzaju niepokoju powodowanego rozdźwiękiem pomiędzy tym co uważam że powinienem, a tym co rzeczywiście robię.

Jestem z natury dobrym człowiekiem, dlatego to tym śmiesznym wstępie postanowiłem nagrodzić wiernego czytelnika zestawem linków do nagrań z p. Brzezińskim tak, aby mógł od razu wejść i podelektować się obcowaniem z punktem widzenia kojąco wpływającym na duszę 🙂

Jeżeli przebrniesz przez te nagrania i będziesz chcieć więcej, zostają jeszcze książki (całkiem pokaźna bibliografia),
Fotografia: Czwórka/Karina Terzoni

wiele filmów na YouTube oraz obserwowanie w mediach społecznościowych (linki na stronie domowej). Co prawda tak daleko nie poszedłem, ale jeżeli nawet po wysłuchaniu jednego odcinka będziesz w stanie choć trochę zmienić swoje zachowanie, to zdecydowanie warto, prawda?

Zresztą co tu dużo mówić – skoro doczytałeś do tego momentu, to znaczy że lubisz jak piszę i co piszę. Uważam, że jesteś zobligowan(y/a) do odsłuchania dowolnego podanego podcastu. Bo inaczej się obrażę 🙂

PS. Studium przypadku ma oczywiście charakter satyryczny i należy je czytać z przymrużeniem oka. Przy odgrywaniu opisywanej sceny nie zginęło żadne z małżonków 🙂 A z Miłoszem Brzezińskim polecam się zapoznać.