Rok 2018 – cele i plany

0
111
Szosa z napisem

Naokoło wysyp podsumowań ubiegłego roku oraz śmiałych planów na rok następny. W dzisiejszym wpisie postaram się dogonić peleton, przedstawiając swoje cele zawodowe na rok 2018. Cele bardziej osobiste pozwolę sobie zostawić do swojej wiadomości 🙂

Po co w ogóle planować?

Temat szeroki jak Amazonka u ujścia. Planowanie ma tyle zalet, że wyliczanie ich pozostawię na osobny artykuł. Planować można wszystko – od prostych procesów (np. jednodniowy wyjazd rowerowy), aż do bardzo skomplikowanych spraw – np. budowy domu. Pozwala to przede wszystkim na gruntowne przemyślenie koncepcji, ustalenie właściwych czynności, ich priorytetów, a następnie, co nie mniej ważne – sukcesywne odznaczanie załatwionych spraw. Daje to nie tylko motywację, ale zadowolenie i poczucie, że wszystko kształtuje się po naszej myśli i to my decydujemy, a nie miotamy się od przypadku do przypadku.

Plan długiej wycieczki rowerowejPlanuje się, planuje 🙂

Co dziwne: robię podsumowania roku i plany na następne 365 dni od momentu rozpoczęcia pisania pamiętnika. Spoglądając na notatki, widzę 4 takie zestawienia. Czytam je i widzę, że z pierwotnych planów zazwyczaj udaje się zrealizować powiedzmy 1/3, ale wszystkich osiągnięć jest dużo więcej – tyle, że nie znalazły się one na liście na początku roku. Przykładowo – na liście na 2017 nie zapisałem sobie zmian w życiu zawodowym, a mimo to one nastąpiły, z czego się bardzo cieszę. I mimo, że nie osiągnąłem niektórych innych celów, to ta nieprzewidziana zmiana dużo mi rekompensuje.

Wydaje mi się, że oznacza to, że muszę układać listy na kolejny rok z większą uwagą, „mierzyć siły na zamiary” i być większym realistą – przykładać większą wagę do każdego punktu. Z drugiej strony jednak – po co zmieniać coś, co działa? 🙂 (Pewnie po to, żeby działało lepiej, czego sobie życzę)

Co się wydarzyło w ubiegłym roku?

Niezwykle dużo. I jak napisałem wcześniej, wiele z tego wyszło mimowolnie, przypadkowo. Gdybym był przesądny, powiedziałbym „szczęście sprzyja *tu wstaw dowolne określenie*„, lecz nie jestem i zdaję sobie sprawę, że tak właśnie działa świat. Stąd z każdym rokiem mniejsza chęć do spinania się za wszelką cenę, a większa do chłodnej refleksji i spoglądania na wszystko ze stoickim spokojem (a przynamniej aspiruję do takiej postawy) 🙂

Do rzeczy!

Blog

Szkielet

Przede wszystkim przeniosłem się z platformy blogowej Google na serwer hostowany przez lh.pl. Nie dość, że oferowali oni dobre warunki, to jeszcze mają przyjazny system umożliwiający łatwą instalację WordPressa. W dość krótkim czasie (nie przepadam za administrowaniem i nie czuję się w tym dobrze), za pomocą różnych narzędzi, udało mi się przenieść zawartość bloggera i nawet nie wyszło to źle. W późniejszym etapie dodałem też darmowy certyfikat SSL, który jednak należy odnawiać co trzy miesiące.

Linkując do postów z przeszłości widzę wyraźnie, że wpisy zyskały na jakości dzięki instalacji tematu Newspaper oraz dodatkowych wtyczek. Głównie to Yoast SEO podpowiada co zrobić, by post czytało się lepiej. Disqus to znów zmiana w systemie komentarzy. Obecnie nie mam ich co prawda zbyt wiele, ale w przyszłości może się to zmieni.

Niestety, z braku czasu niezbędnego do uzyskania wiedzy nie wykorzystuję w pełni możliwości tematu Newspaper oraz platformy WordPress. Na przykładzie innych blogów z tym tematem widać, że można je naprawdę ładnie ustawić. Jest to na pewno coś co mogę próbować poprawić.

Wygląd bloga na styczeń 2018Stan bloga na styczeń 2018

Wpisy

Blog ma w tej chwili 131 wpisów. W 2016 napisałem 35 notek, wychodziłoby, że w tym roku dodałem około stu. Niestety, nie jest tak pięknie – tylko 40 z nich to pełnowartościowe, nowe wpisy. Pozostała część to krótkie notki zaimportowane z pozostałych serwisów. Uznałem je za wartościowe z różnych względów (notowania historii bądź z powodu dobrych zdjęć) i postanowiłem przenieść na blog. Te 40 to dużo mniej od planowanych 52, ale lepiej niż poprzednie 35, czyli jest niewielki progres ilościowy. Jest za to duży skok jakościowy.

W 2016 dużo więcej skakałem po różnych tematach. W 2017 coraz bardziej koncentrowałem się na diecie, poprawie cech charakteru, felietonach oraz recenzjach. Szczególnie te dwa pierwsze tematy zajmują mnie najbardziej. Wyszedł nawet jeden cykl „Nadal gruby? Może być lepiej„, który powstał z roboczą nazwą „Trzymasz dietę? Umrzesz gruby„, z której jednak zrezygnowałem po gruntownym przemyśleniu.

Pozyskiwanie czytelników

Od początku działania bloga postawiłem na jego ścisłą integrację z Facebookiem. Założyłem tam stronę, na którą wrzucam nie tylko informacje o nowopowstałych wpisach, lecz także inne, krótkie historyjki związane z bieżącymi wydarzeniami. Wpisy z FB uzupełniają te stąd i dlatego też promocja tego bloga polega głównie na pozyskiwaniu polubień strony na FB.

Na początku roku 2017 miałem ok. 32 polubienia strony. Na początku 2018 mam tych polubień 125. Wydaje się to bardzo dużym skokiem ilościowym i bardzo mnie to cieszy, ale zdaję sobie sprawę, że jednocześnie trafiłem na przeszkodę, którą bardzo trudno będzie sforsować. Otóż te 125 osób to w przeważającej części moi znajomi, których mam na liście kontaktów FB. Dokładniej ujmując, prawie dokładnie 50% tej listy. Duża ich część kliknęła tylko z grzeczności, to zrozumiałe, ale najgorsze, że taki model pozyskiwania polubień nie jest skalowalny. Nie zwiększę drastycznie ilości kontaktów FB w przyszłości, dlatego też tą drogą nie pozyskam więcej polubień, a co za tym idzie – czytelników.

Wzrost polubień strony w 2018

W związku z tym, staram się, jeżeli nie wygląda to zbyt „nachalnie”, promować poszczególne wpisy umieszczając linki do nich na innych stronach tematycznych. Czasem reakcja jest bardzo niezwykła, miałem tak po spisaniu wrażeń z koncertu zespołu Hunter. W dniu, gdy umieściłem na ich Fan Page’u linka do mojego wpisu, ilość odwiedzin przekroczyła dotychczasowe normy kilkudziesięciokrotnie. Niestety, nie przełożyło się to raczej na ilość stałych czytelników, ale pokazało, że taka metoda może przynieść pozytywne rezultaty, jeżeli wpis jest aktualny i stosunkowo treściwy, a także związany z czymś bądź kimś popularnym. Takim czymś jest np. dieta/odchudzanie na początku każdego roku, gdy dużo ludzi robi postanowienia noworoczne (które w większości przypadków powinny zwać się postanowieniami styczniowymi/na styczeń). Niestety, nie mam w sobie tyle zapału, by szczególnie uważnie monitorować co jest aktualnie na topie.

Jednodniowy skok aktywności po wrzuceniu linku na stronę Huntera

Ogólne wrażenia

Sumując jednym zdaniem obserwacje aktywności czytelników można powiedzieć, że jest bardzo źle. Gdybym opierał się tylko na liczbach, zamknąłybym ten blog i nie zawracał sobie nim więcej głowy. Jedynie rzucane okazjonalnie słowa zachęty od znajomych, których widuję na żywo trzymają mnie nadal przy klawiaturze. To, i założenie początkowe, które mówiło, że zaczynam blog dlatego, by w pewien sposób zmieniać się na lepsze – to akurat się dzieje, ale czy to zasługa bloga? Na pewno, ale nie wiem w jak dużym stopniu i czy wystarczającym do dalszego wkładania w niego wysiłku. Najprawdopodobniej nie zrezygnuję z niego w roku 2018, ale jeżeli nic się nie zmieni, będę poważniej myślał nad zmianami.

Prace pozostałe

Do tego wora wrzucam pracę zawodową, rozwój programistyczny oraz sport.

Nowy projekt

Przez większą część roku pracowałem z zespołem ze Szwecji nad dużym systemem do pozyskiwania danych z liczników elektrycznych. Oprogramowanie sięga korzeniami do początku tego wieku i większa część prac polegała na rozwiązywaniu problemów związanych z długo nawarstwiającym się długiem technologicznym. Bardzo ucieszyła mnie zatem wiadomość, że przechodzę do projektu całkiem nowego, w którym będę mógł wykorzystać nie tylko swoje umiejętności pisania kodu, ale także nabyte przez lata doświadczenia związane z integracją różnego rodzaju systemów. Nie jestem „frameworkowym geekiem” i nie kręci mnie szczególnie możliwość wykorzystywania dowolnych narzędzi, ale doceniam tę możliwość. Nawet nie wiecie, jak fajnie móc używać nugeta po latach ręcznego zarządzania bibliotekami 🙂

Konferencje

Tutaj się działo. Przede wszystkim LEAP i wyjazd do Stanów. Co prawda sama konferencja nie stała na tak wysokim poziomie jak opłaty za nią, ale dała do myślenia, miałem okazję poznać polskiego inżyniera, który opowiedział o swojej pracy w MS, zobaczyliśmy z chłopakami mnóstwo fajnych rzeczy i ogólnie było to niezapomniane przeżycie. Z perspektywy czasu widzę, że mogłem przedłużyć pobyt o  co najmniej jeszcze jeden tydzień 🙂

Autor obok dużego znaku oznaczającego siedzibę Microsoftu w Redmond

Dużym zaskoczeniem była także gdańska edycja 4Developers. Przede wszystkim dlatego, że dzięki Maćkowi Aniserowiczowi otrzymałem zaproszenie do rady programowej wydarzenia i mogłem aktywnie uczestniczyć w wyborze prelegentów. Wiem, że każda pliszka swój ogonek chwali, ale wydaje mi się, że bardzo fajnie mi to wyszło. Oczywiście oceniam po swoich wrażeniach – byłem bardzo zadowolony wychodząc pod koniec dnia z budynku. Mam nadzieję, że w przyszłości taka okazja jeszcze się powtórzy.

Zaraz po 4Developers miałem okazję osobiście poznać Maćka. Otrzymałem bowiem od niego zaproszenie na warsztaty DevSpeakers przeznaczone dla „wannabe prelegentów”. Co prawda jak dotąd nie rozważałem możliwości występowania przed publicznością – przede wszystkim dlatego, że nie wiem czym mógłbym wypełnić swoją prezentację, ale udział w warsztatach wywołał we mnie takie wrażenie, że „może by tak?”. Niestety z jakichś powodów nie opisałem na blogu wrażeń z warsztatów – pewnie dlatego, że inni uczestnicy zrobili to bardzo dobrze wcześniej. Krótkie podsumowanie jest takie, że nauczyłem się dużo, poznałem wielu fajnych ludzi i była to fajna odskocznia od codzienności. Jeżeli jeszcze uda mi się przełamać i gdzieś wystąpić, to będzie to wspaniałe zwieńczenie tego dzieła 🙂

<Zdjęcie  z DevSpeakers>

Sport

Ten rok był trochę gorszy pod względem ilości przejechanych kilometrów. Zrobiłem ich 8 tysięcy, o 2 mniej niż w 2016. Złożyły się na to przede wszystkim: wiosenna dieta redukcyjna oraz zniechęcenie do ciągłego zbierania wyrazów niezadowolenia od kierowców w porannych korkach. Zrezygnowałem zatem z długodystansowych dojazdów do pracy i zostałem przy odcinkach nie dłuższych niż 30 kilometrów.

Niestety, znów nie zrobiłem żadnej dłuższej trasy. Kolega z pracy, Marek, wziął w tym roku udział w norweskim maratonie polegającym na przejechaniu ponad 500 kilometrów w terminie do (bodajże) 2 dni, przez co moja motywacja spadła drastycznie. Czymże jest 300 kilometrów przy prawie dwukrotnie większej odległości? Jeżeli uda się w 2018 zrobić coś dłuższego, to fajnie, jednak nie będę na to specjalnie się nastawiał. Coraz bardziej rozumiem, że sport na moim poziomie jest tylko narzędziem do osiągnęcia celu jakim jest lepsza sylwetka i zdrowie, a nie celem samym w sobie. A że z sylwetką jest coraz lepiej to chyba idę w dobrym kierunku 🙂 Zresztą nie może być inaczej. Jako, że na blogu zachęcam do zmian w nawykach żywieniowych, to kształtowanie ciała jest elementem mojej autentyczności – bez tego nie miałbym żadnego prawa do pisania o takich rzeczach.

Statystyki roczne czasu trwania treningówWydatek energetyczny taki jak w 2015, ale dużo mniej jadłem 🙂

Rok 2018 – cele i plany

Podsumowanie 2017 zajęło bardzo dużą ilość miejsca i cele oraz plany będą mieć pewnie mniejszą objętość. Jednak mała ilość słów przekłada się w tym przypadku na ogromną pracę, jaką będzie trzeba wykonać aby je osiągnąć.

Blog

Polepszenie wyglądu strony

Powinienem uzyskać wiedzę, w jaki sposób upiększyć stronę, wykorzystując wszystkie możliwości tematu Newspaper i samego WordPressa. Są blogerzy, którzy używają tego samego zestawu, być może oni mogliby pomóc. Jeżeli nie, będę się starał samemu się tego nauczyć. Chciałbym także zmienić nagłówek na jakąś fajną grafikę, ale to dopiero po…

Ustaleniu głównej tematyki bloga

Na razie blog nazywa się „Paweł Szczygielski Podziemia Zamku L”. Nazwa historycznie wywodzi się z pewnego rodzaju problemów projektowych. Obecnie Podziemia zostały zalane i zapomniane, ale nazwa została. Nie daje ona żadnych wskazówek co do tematyki bloga, nie pozwala szybko określić, czy czytelnik znajdzie tu coś dla siebie. Powinienem w tym roku wreszcie ustalić, o czym głównie chcę pisać, zrobić poprawną stronę w rodzaju „O mnie”, a także odpowiednio zmienić nazwę bloga. To z kolei pozwoli na…

Wystąpienia publiczne

Jak wspomniałem, coraz bardziej chciałbym spróbować. Głównym ograniczeniem nie jest stres, lecz brak pomysłu na prezentacje. Jeżeli ustalę motyw przewodni bloga, będę mógł przygotowywać prezentacje z nim związane. Być może prelekcje pozwoliłyby dotrzeć do większej ilości zainteresowanych osób i uzyskać więcej czytelników (polubień na FB:P). Jak wspomniałem, same polubienia strony nie są żadnym wyznacznikiem – mały odsetek klikaczy rzeczywiście czyta posty, ale byłoby absolutnie świetnie, gdybym mógł dobić do 250 w roku 2018.

Wartościowe wpisy

Nie widzę innego sposobu na zwiększenie zaangażowania oraz liczby czytelników niż pisanie jeszcze bardziej wartościowych wpisów. Bez nich każda dalsza działalność blogowa będzie bezcelowa. Nie można (nie chcę) promować czegoś, co do czego sam nie jestem przekonany, że ma jakąś wartość.

Cały czas widzę, że wpisy są coraz lepsze, ale jednocześnie nadal zostaje wiele do poprawienia. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie znam jasnych wytycznych, do czego dążyć. Co podoba się czytelnikom, czego potrzebują. To taka robota na wyczucie i nie jestem przekonany, czy wysiłki które podejmuję pchają te sanki w dobrym kierunku.

Nowe sposoby motywacji

Jeżeli wpisy będą nadal zwiększały swój poziom, to warto będzie kontynuować starania o zwiększenie ilości czytelników – w końcu każdy twórca chciałby dotrzeć do jak największej grupy odbiorców.

Chciałbym umieścić na blogu jakiś przycisk, umożliwiający natychmiastowe polubienie strony na FB. Będę się starał mocniej promować w grupach tematycznych. Nie przewiduję kupna polubień na allegro 🙂 Tym bardziej, że jeżeli użytkownik klika tylko z konieczności, to raczej i tak nie otrzymam od niego tego, o co mi chodzi – zainteresowania moimi tekstami. Samo polubienie jest tyle samo warte co ubiegłoroczny śnieg…

Praca

Zgłębianie tajników „weba”

Z punktu widzenia programisty zajmującego się oprogramowaniem biznesowym i oderwanego od nowoczesnych technologii przez trzy ostatnie lata widzę, że mam wiele, naprawdę wiele zaległości. Co prawda mało jest ludzi znających się na różnorakich obszarach IT, ale wydaje mi się że obecnie niemalże obowiązkowa jest choćby średnia znajomość programowania „webowego”, czyli w moim rozumieniu tworzenia bardzo interaktywnych i przyjaznych stron wyświetlających informacje użytkownikowi. Tego mi brakuje i tego chciałbym się douczyć. Podobnie jest z innymi ciekawymi technologiami (big data, block chain, cloud), ale mój najnowszy projekt wręcz zmusza do nauki javascriptu, reacta i powiązanych z nimi rzeczy. Jeżeli w 2018 udałoby mi się zyskać odrobinę więcej pewności siebie w tej płaszczyźnie, byłoby świetnie. Jestem realistą i wiem, że te inne ciekawe rzeczy będą najprawdopodobniej musiały poczekać w przegródce zatytułowanej „nigdy”.

Konferencje

Nie jestem wielkim zwolennikiem konferencji. Ciężko mi zazwyczaj trafić na więcej niż jedną interesującą mnie prelekcję. Jednak mimo wszystko są one dość dobrym sposobem motywacji do dalszej pracy. Dodatkowo, jeżeli bierze się bardziej aktywny udział niż po prostu słuchacz, to korzyści jest jeszcze więcej. I być może udałoby się właśnie w takiej, bardziej aktywnej formie (jako prelegent lub „działacz”) wziąć udział w którejś z nich. To jednak zależy albo od łutu szczęścia („działacz”) albo opracowania tematyki wystąpień (prelegent, patrz poprzednie punkty).

Pod ten punkt podpada też udział w kolejnych warsztatach DevSpeakers, które Maciek ma zamiar ponownie zorganizować. Byłoby fajnie móc uczestniczyć, ale czas pokaże czy dostąpię tego zaszczytu 🙂

Sport

Nie przewiduję zwiększenia kilometrażu. 8 tysięcy to przyzwoity wynik. Chciałbym nadal dojeżdżać codziennie swoją trasą do pracy, a w niedzielę zabierać się z jakąś grupą kolarską na przejażdżkę – więcej mi nie trzeba. Jeżeli udałoby się wykręcić przynajmniej jeden dłuższy dystans, byłoby świetnie, ale do tego potrzebuję większej motywacji niż samego siebie.

Jeżeli idzie o siłownię, to będę nadal dążył do zwiększania obciążeń i rozwijania mięśni oraz kształtowania lepszej sylwetki. Nie omieszkam opisywać tego na blogu.

W 2018 postaram się też większy nacisk położyć na zaniedbane strzelectwo oraz rozwijać nabyte w 2017 umiejętności nurkowania. To ostatnie zależne jest jednak bardzo od ilości wolnego czasu.

Koniec

Niby niedużo. Jednak gdy czytam to raz jeszcze widzę jak wiele będzie kosztowało osiągnięcie każdego celu. Wypisałem zaledwie plany zawodowe, drugie tyle związane jest z życiem osobistym.  Z drugiej strony – gdyby nie to, na co miałbym wydatkować swoją energię? Ciekawi mnie czy i jak Wy planujecie swoje najbliższe miesiące, czy stawiacie sobie jakieś większe cele, czy pozwalacie by los kierował Waszym życiem? To drugie prawdpopodobnie też ma swoje zalety. W każdym razie spotkajmy się za rok o podobnej porze i zweryfikujmy powyższy artykuł, dobrze?