Lem mówi – żyj chwilą!

0
411
Kadr z teledysku

Życie nie z tej ziemi

Niedawno otrzymałem książkę pióra Wojciecha Orlińskiego – „Lem. Życie nie z tej ziemi”. Jestem już w połowie i niesamowicie się cieszę z tego prezentu. Pokazuje on pisarza (jednego z moich ulubionych) w zupełnie innym świetle, czyni go w moich oczach bardziej człowiekiem niż, jak dotychczas, tylko marmurowym posągiem pouczającym z piedestału. Lektura niesie ze sobą dodatkowy plusik – nachodzi mnie ogromna ochota na ponowne rzucenie się w odmęty dzieł Mistrza.

Jednak nie to jest głównym powodem tego wpisu. Biografia zachęciła mnie do przeszukania pod kątem osiągnięć Lema nie tylko źródła papierowe, jak dotychczas, lecz skorzystanie z najnowszych osiągnięc cywilizacji – czyli Internetu, a w szczególności serwisu YouTube. Po wpisaniu nazwiska pisarza znalazłem tam tony materiałów audiowizualnych i jestem wniebowzięty. Pierwszym zaś linkiem, jaki podają wyniki wyszukiwania jest

„MC Silk feat. Stanisław Lem – Ostatni z nas”.

Po obejrzeniu po raz pierwszy byłem niesamowicie skonfundowany. Film jest świetny. Zarówno pod kątem opowieści, którą obrazuje, jak i technicznie. Nie na darmo zalecane jest oglądanie w najwyższej rozdzielczości oraz ze sprzętem hi-fi. Zresztą tak naprawdę, gdyby nawet zabrać stamtąd muzykę, obroniłby się sam – nie byłby tak poruszający, ale nadal świetny.

Tekst to kolejny i równie ważny atut produkcji.

Jest mi bardzo bliski, szczególnie jego środkowa część – bo chyba wszyscy bez przerwy widzimy i doświadczamy właśnie tego o czym śpiewa MC Silk. Zresztą, przeczytajcie sami:

„(…)Ale współczesność, jej piekło
nie śniło się nawet temu Lemu
targetowane reklamy reklam
policja myśli zbędna
twój krzyk już także niesłyszalny
dziś nie potrzeba knebla
bo wierzchem płynie to co lekkie jest
a algorytmy promują łajno
chcesz powiedzieć ze w środku umierasz
wykup baner z gołą babą
bądź jak inni albo giń(…)”

Jakie to prawdziwe. Oczywiście, można także powiedzieć – „dzięki, kapitanie Oczywisty” – bo co z tego wynika? Czy to jakaś chęć wykrzyczenia prawdy, o której „wszyscy” wiedzą i jednocześnie wszyscy są wplątani w ten krąg głupoty? A może po prostu wyrachowanie i jechanie na mechanizmach o których się śpiewa, że są złe? Nie wiem. Nie oceniam twórcy pod kątem jego intencji, a jego dzieło pod kątem tego jak na mnie działa.

Ale być może tylko na mnie? Nie pytałem się nikogo o zdanie na temat tego klipu. Być może akurat mój stan ducha, muzyka którą słucham, myśli, które mam spędzając samotne godziny na rowerze, a może wreszcie czytana biografia Lema sprawiają, że tak mnie ten utwór poruszył? Sam nie wiem, ale doskonale wpasowuje się on w moje postrzeganie tego świata. Świata, w którym odżywki musi reklamować pani rozchylająca swoje pośladki do aparatu. Świata, w którym filmik o rozpakowywaniu nowego spinnera ma milion wyświetleń, a jednocześnie wartościowe blogi naukowe to tylko niszowe zakątki Internetu odwiedzane tylko przez nielicznych.

Jednocześnie też świata niezwykle pięknego.

Dokładnie tak jak śpiewa Silk – świata, w którym patrzę na swoją żonę i córki i cieszę się, że są. Świata, w którym czasem radość daje mi wspólne obserwowanie robaka udającego nieżywego na chodniku. Otóż to – być może własnie prawdziwe interakcje z innymi ludźmi są takim remedium, odtrutką na to co znajdujemy w wirtualnym uniwersum – Internecie, mediach? Z ludźmi, których kochamy, których szanujemy, których zachowania mają na nas dobry wpływ? Które są tak inne od postaw promowanych przez świat oglądany przez ekran komputera?

Tyle pytań, tak mało odpowiedzi. Te każdy musi sobie zafundować sam. Ale przed tym należy najpierw uświadomić sobie, że takie pytania nas nurtują. Może nie te moje, a podobne, nie wiem. Takie utwory jak „Ostatni z nas” zachęcają nas do stawiania ich sobie. Spróbujcie, według mnie warto.

Ale z gadania jak powyżej mało co wynika.

Nie pisałbym tego tylko dla samego narzekania w stylu „za komuny było lepiej”. Jak wspomniałem, tekst piosenki bardzo dobrze obrazuje mój sposób postępowania – coś, do czego dojrzałem, co zrozumiałem jakiś czas temu. Otóż sentencja Heraklita „panta rhei” to nie tylko czcze gadanie. Możemy wyciągnąć z niej bardzo praktyczne wnioski – wszystko się zmienia i musimy łapać chwilę gdy tylko nadaje się ona do łapania. Idealnie można pokazać to na przykładzie fotografii. Gdy idę z dziewczynami i widzę coś wartego sfotografowania – np. jakieś ładne tło, to robię zdjęcia TERAZ. Nawet, gdy się spieszę, a za dwie godziny będziemy wracali tędy z powrotem – to zrobię to zdjęcie teraz. Później jeszcze bardziej nie będzie czasu, słońce zajdzie za chmury, dziewczyny nie będą miały humoru – to zdjęcie już nigdy nie zostanie zrobione.

Marmurowe popiersie Heraklita z Efezu Heraklit z Efezu

Równie łatwo od tak prostego przykładu możemy przejść dalej – jeżeli mam coś zrobić, zrobię to teraz, gdy tylko nadarzy się okazja. Kolejna może nigdy nie nadejść. W taki sposób zmieniłem ostatnim razem pracę, tak samo zwiedzałem Nowy Jork – nie liczyłem, że „jutro tu jeszcze wrócę”, tylko chłonąłem to co akurat się nadarzało. I dzięki temu mam te wspomnienia.

Końcówka utworu to znów coś tak prostego a zarazem niesamowitego…

„zatrzymaj czas (…)
nikt poza toba tego nie odczyta
zostanie do końca w tobie
i z tobą przeminie na zawsze
zebrane na moment atomy znów zmienią się w abstrakcję”

To co mi się w tym tekście podoba, to taki subtelny sposób wplatywania pewnych ciekawostek naukowych w „kazanie o dobrym życiu” – te dwie ostatnie linijki to także coś, o czym jakiś czas temu myślałem – bo przecież tak właśnie jest – „wszyscy jesteśmy dziećmi gwiazd” – takie zdanie kiedyś usłyszałem. Niektórzy nawet nie domyślają się jak dosłowna to prawda. Każdy atom naszego ciała był kiedyś częścią gwiazdy. Co więcej – był częścią kogokolwiek innego. Adolfa Hitlera, Cezara, Chyngis Hana czy Jezusa. Jesteśmy przystankiem dla wiecznych atomów i tylko niezwykły zbieg okoliczności sprawił, że wszystkie te cząstki połączyły się w taki sposób, że jesteśmy przez sekundę (z ich punktu widzenia) sobą. Wykorzystajmy tę chwilę jak najlepiej – nie na wojny, kłótnie i podkładanie sobie świń, a na przeżycie tego kosmicznego mgnienia oka jak najlepiej – a co oznacza „najlepiej” to już każdy powinien określić sobie sam – czy chce skończyć jak ten człowiek w skafandrze, samotny i otoczony papierkami, które same w sobie nie znaczą nic.

Nasze życie już się nie powtórzy.

Nawet, gdy za miliardy miliardów lat (jeżeli Wszechświat jest wieczny) nadarzy się okazja i te same atomy spotkają się raz jeszcze to już nie będziesz Ty. I znów Lem się kłania. W „Dialogach” zaproponował on eksperyment myślowy – maszynę kopiującą człowieka, atom po atomie i przesyłającą informację o tym do bliźniaczej maszyny odtwarzającej te atomy w taki sam sposób. Czy odtworzona istota będzie tożsama z oryginałem? Nie…

(Ach, muszę to wszystko jeszcze raz przeczytać, ponapawać się raz jeszcze tymi wszystkimi ideami:) )

Koniec na tym. Można ciągnąć te rozważania i z pewnością jeszcze nie raz napiszę coś podobnego. Jeżeli po przesłuchaniu utworu i przeczytaniu tego posta coś Ci się spodobało, uważasz, że rzeczywiście coś w tym jest, to jest to dla mnie duża nagroda za poświęcony temu wpisowi czas. Jeżeli jeszcze napiszesz komentarz, to będę przeszczęśliwy 🙂 Do następnego razu!

PS. Sposób „śpiewania” w tym utworze nie jest tym, co lubię najbardziej. Nie przepadam za tego rodzaju „rapem” czy jak się ten gatunek muzyczny zwie, ale ma on tutaj raczej drugorzędne znaczenie. Na szczęście.