Po co umierać, leżąc na asfalcie?

0
382
Potrącony pieszy

Pytanie retoryczne, prawda?

A przyszło mi do głowy dziś rano, gdy jadąc do pracy spostrzegłem przed sobą niezwykłą sytuację – samochód na awaryjnych i grupkę ludzi klęczących nad kimś, kto jeszcze przed chwilą był wesołą dziewczynką idącą sobie do szkoły.

Uprzedzę fakty, bo nie chcę wprowadzać niepotrzebnego napięcia –

przeżyła.

Dwunastoletnia dziewczyna została zabrana R-ką do szpitala i jej dalszy los nie jest mi znany, ale z pewnością wyliże się – tak to wygladało. Jednak ile osób nie będzie miało tak wielkiego szczęścia w nieszczęściu i ostatnią rzeczą, którą będą widziały w swoim życiu to twarze obcych ludzi nachylające się i próbujące powtarzać banalne formułki, że „wszystko będzie dobrze”? Stanowczo zbyt wiele…

Jeżdząc co dzień do pracy i z powrotem po tej samej trasie nie widuję zbyt wielu wypadków, ale każdy z oglądanych robi na mnie ogromne wrażenie – przede wszystkim pokazuje, jak kruche jest ludzkie życie i jak niewiele trzeba by umrzeć. Jednocześnie – jak niewiele trzeba, by żyć. Nie mówię tutaj o tak dynamicznie zmieniającym się środowisku jak w przypadku rowerzystów próbujących poruszać się w gąszczu miejskiego ruchu, ale raczej o pieszych, dla których w przeważającej większości wypadków wystarczałoby tylko trochę bardziej uważać i pamiętać zawsze o

zasadzie ograniczonego zaufania.

Kilka dni temu wracaliśmy z dziewczynkami ze sklepu i zauważyliśmy „robaka”, którego jeszcze nigdy wcześniej nie mieliśmy okazji oglądać. Olga próbowała go wziąć na źdźbło trawy, a gdy spadł z niewielkiej wysokości, znieruchomiał i dziewczynki myślały, że już po nim. Wyjaśniłem wtedy obrazowo, że taki robak, widząc jaka jest sytuacja – został otoczony przez olbrzymów – ma tylko jedno wyjście i kładzie wszystko na jedną kartę – udaje nieżywego. Co więcej, nawet gdy odeszliśmy na kilka kroków, czekał kilka minut zanim nie podjął przerwanych naszą interwencją czynności. Czekał, bo wiedział że stawką w tej grze jest jego życie. Gdyby poruszył się zbyt szybko, olbrzymy być może zorientowałyby się i podjęłyby nagonkę, która skończyłaby się jego pożarciem.

Skoro taki głupi robak może wie, że aby przeżyć wystarczy się nie spieszyć i poczekać chwilę dłużej, to dlaczego nie robi tego każdy człowiek?

Może z braku sytuacji, gdzie każdy na niego poluje, zapomniał jak to jest walczyć o swoje życie? A przecież tak naprawdę to jest dokładnie odwrotnie – jako pieszy, możesz przyjąć że każdy blaszak poluje właśnie na Ciebie i chce Twojej śmierci. Niby nie dosłownie, bo nie każdy kierowca to maniakalny morderca (chyba, że nazywa się Anis Amri, pochodzi z Tunezji i własnie zabił polskiego kierowcę, żeby jego ciężarówką wbić sie w bożonarodzeniowe zgromadzenie). Miej to zawsze z tyłu głowy i pamiętaj, że wystarczy jedna niedokładność i cała partia przegrana – dokładnie tak jak w szachach.

Normalnie nie pisałbym tego, bo przecież każdy dorosły to wie. Ale wczoraj na tym asfalcie widziałem dwunastoletnie dziecko, które najprawdopodobniej padło ofiarą nieporozumienia. Jakiego, spytacie? Najprawdopodobniej kierowca samochodu myślał, że ona nie wejdzie na pasy, a ona myślała, że samochód się zatrzyma. Oboje się mylili. A gdyby przechodziła choć raz obok komendy Policji na Kartuskiej, zobaczyłaby może trochę czerstwe, ale bardzo dobre hasło-rymowankę: „koła stop, robisz krok”. Jadąc tamtędy codziennie trochę się z tego smiałem, ale nigdy więcej – teraz naocznie przekonałem się, jakie to ważne. Nie wchodzimy na pasy, gdy samochód jeszcze się toczy, gdy już prawie, prawie hamuje itp. Czekamy, dopóki się definitywnie nie zatrzyma.

Druga sprawa:

przy przechodzeniu przez jezdnię nie rozglądamy się tylko na początku.

Pamiętajmy, że sytuacja może zmieniać się w ułamkach sekund i to co przed chwilą było bezpieczną sytuacją bardzo szybko przechodzi w katastrofę – wystarczy, że samochód, który Cię przepuszcza na przejściu, zostanie wyprzedzony przez spieszącego się gdzieś rajdowca. Najczęściej takie sytuacje zdarzją się na drogach wielopasmowych, ale i na zwykłych osiedlówkach też trafi się raz na jakiś czas.

Gdy wychodzisz zza „tarczy”, którą jest przepuszczający Cię samochód, rozejrzyj się raz jeszcze.

Szczególnie, gdy ten samochód to dostawczak czy autobus – wtedy jesteś niewidoczny dla każdego kierowcy z tyłu. A przecież autobusy na przystankach są nagminnie omijane, nawet gdy jest tam linia ciągła i pasy zaraz obok. Takie sytuacje są niezmiernie niebezpieczne i Ty, jako pieszy musisz pamiętać o swoim bezpieczeństwie. Jeżeli zostaniesz potrącony na pasach, to może być i wina kierowcy – ale co z tego? On przeprasza, ale Ciebie boli. Poniższy filmik pokazuje, o co mi chodzi – ten pierwszy zasłonił widok TIRowi…

Kolejną kwestią jest pierwszeństwo na jezdni. W pracy wywiązała się gorąca dyskusja dotycząca prawa w Polsce. Nie będę wchodził w szczegóły naszych dysput dotyczących interpretacji zapisów typu „zatrzymywanie się”, ale pokrótce – pieszy w Polsce nie ma pierwszeństwa dopóki nie jest na jezdni! Zatem, jeżeli stoisz na chodniku przed pasami, samochód nie ma żadnego obowiązku Cię przepuścić. Co innego, gdy jesteś już nogą na pasach. Wtedy rzeczywiście jesteś uprzywilejowany.

Kierowca ma obowiązek zwolnić, zachować szczególną czujność, ale nie zatrzymywać się przed pieszym.

Na pierwszy rzut oka może to wydawać się głupie, ale z drugiej strony, takie wymuszone zatrzymanie się prowokuje pieszego do szybkiego przejścia przez jezdnię, a jednocześnie inni kierowcy mogą nie zorientować się, że ten pierwszy pojazd zatrzymał się, aby przepuścić przechodnia. Gdy pomyślą, że ten pierwszy wygłupia się i zatrzymuje bez powodu, będą chcieli go wyprzedzić i wracamy do poprzedniego akapitu – wyprzedzanie na pasach, 500 złotych grzywny dla kierowcy ale kalectwo albo śmierć dla nieostrożnego pieszego…

Są jeszcze inne sprawy, o których pieszy powinien pamiętać – poza tym, że nie ma magicznego pancerza i przy zderzeniu z czymś twardym to jego narządy i kości pękną, a ścięgna, skóra, nerwy i mięśnie zostaną porozrywane:

Kierowca nie ma noktowizora (poza jeżdżącymi najnowszymi modelami luksusowych aut) – w ciemnościach, oślepiany przez jadących z naprzeciwka, naprawdę trudno zobaczyć pieszego idącego poboczem, ubranego w ciemnobure ubrania (co jest z tą modą??). Obejrzyj ten krótki film i uświadom sobie, że

MUSISZ ZROBIĆ WSZYSTKO, ABY BYĆ WIDOCZNYM!!!

Naprawdę, kierowca w takich warunkach ma ogromne problemy żeby jechać prawidłowo – na szybach krople deszczu zniekształcają obraz, rozszczepiają światła samochodów z naprzeciwka, a na poboczach ciemno jak w norze – jak ma jeszcze widzieć pieszego ubranego na czarno i nie posiadającego żadnych odblasków, świateł itp.? Nie ma szans i jeżeli taki cichociemny pieszy zrobi coś głupiego, wpadnie pod samochód – będzie to wyłącznie jego wina. Nie wiem, czy prawnie też, ale na pewno moralnie. Zresztą od niedawna istnieje obowiązek noszenia odblasków poza terenem zabudowanym pod groźbą kary do 500 złotych – i wg mnie to krok w bardzo dobrym kierunku, jeszcze żeby Policja egzekwowała to prawo, byłoby świetnie.

Podsumowując – statystyki są nieubłagane.

Spójrzcie na tabelkę poniżej:

Statystyki wypadków z udziałem pieszych
Statystyki wypadków z udziałem pieszych (źródło: http://bit.ly/2Aa9gIC)

Prawie 4 tysiące pieszych weszło przed jadący pojazd bez zachowania należytej uwagi. Jeden na ośmiu zmarł. To połowa ze wszystkich zabitych… Wystarczyłoby się stosować do najprostszych zasad: nie wchodzimy na jezdnię na czerwonym (poza oczywistymi przypadkami, gdy droga jest pusta) i gdy samochód jeszcze jedzie. Jeżeli ktoś nas przepuszcza, to przechodząc cały czas rozglądamy się i uważamy wychodząc zza samochodu. Gdy musimy przejść gdzieś po poboczu, starajmy się być jak najbardziej widoczni, a już na pewno nie uważajmy że mamy wtedy jakiekolwiek pierwszeństwo. Jesteśmy wtedy takie małe żabki i trzymamy się jak najbardziej z dala od wszystkiego, co może nas trafić.

Podczas czytania o wypadkach znalazłem też książkę „Jak przechodzić przez ulicę” autorstwa pań Zubrzyckiej i Nyke. Nie czytałem, ale ma dobre opinie i być może warto, zamiast kolejnego spinnera, kupić dziecku właśnie tę książkę? Zdrowy rozsądek i uwaga podczas spacerów powinna wystarczyć, ale w takich sytuacjach warto dmuchać na zimne. To naprawdę wstrząsające przeżycie, zobaczyć dziecko na asfalcie…