Wypadek rowerowy – co robić, jak żyć?

2
1107
Kraksa w peletonie

Ten wpis powstał pod wpływem impulsu jakim był mój dzisiejszy wypadek rowerowy. Pomyślałem, że kilka porad od weterana kraks będzie bardziej użyteczne niż szczegółowy opis mockowania czasu w testach 🙂 Jeżeli znasz kogoś, komu ten artykuł mógłby pomóc – poinformuj go proszę. Być może ułatwi mu to znacznie życie. Sam chciałbym to przeczytać kilka lat temu.

Wypadek rowerowy

Dziś wstałem sobie raniutko, zamiast kolarzówki wystawiłem MTB i wolno pojechałem do pracy. Wolno, bo padało. Z tego też powodu wybrałem MTB zamiast szosy – grube, klockowane opony mają dużo lepszą przyczepność na śliskiej nawierzchni niż filigranowe, gładkie oponki RoadRunnera. Cóż – nie mamy jednak na wszystko wpływu i, będąc już na skrzyżowaniu Jabłoniowej z Kartuską, nagle poczułem jak moje ciało przekręca się do pozycji horyzontalnej, a prawa strona ciała wita się z dawno zapomnianym kolegą – bólem.

Miejsce wypadku
Czerwona strzałka oznacza oczywiście miejsce zdarzenia

Cóż się takiego stało?

Załączony wyżej zrzut z mapy nie jest aktualny. W miejscu oznaczonym czerwoną strzałką pojawiły się… pasy dla pieszych (czyli „zebra”). Nie wiem czym oni je malują i dlaczego ta farba jest taka śliska, ale naprawdę – niebywale zmniejsza ona przyczepność i to było główną przyczyną upadku. Tylne koło najechało na pas pokryty warstewką deszczówki, nastąpił uślizg, a dalej już jechałem po asfalcie biodrem, łokciem i kolanem.

Zapytanie o farbę do malowania pasów idzie do Oficera Rowerowego w Gdańsku

Pasy to zło

Od dawna już mam zakodowane, że podczas deszczu przede wszystkim zwalniam. Podwójnie uważam na innych użytkowników drogi – szczególnie oczywiście kierowców dwuśladów, którzy w takich warunkach często mają szyby zaparowane od środka i nie widzą dobrze co się dzieje na jezdni. Szyny tramwajowe lub przejazdy kolejowe są kolejnym powodem, by jeszcze bardziej wyhamować. Piesi przebiegający przez drogę, uciekający przed deszczem i nie rozglądający się wokoło. Dowolny zakręt, który może zawsze być pokryty czymś sypkim, co w połączeniu z wilgocią da nawierzchnię o mniejszej przyczepności. Kostka brukowa podczas deszczu jest śliska jak cholera. A dziś dodatkowo przypomniałem sobie, że nowe, świeżutkie pasy z łatwością mogą zepsuć tak miły poranek.

Co dalej?

No ale właśnie – co w związku z tym? W mojej karierze cyklisty niejednokrotnie niestety brałem udział w różnego rodzaju wypadkach rowerowych. Najpopularniejsze to wywrotki, takie jak dzisiejsza. Drugie z kolei, jeżeli idzie o częstotliwość, są niemiłe interakcje z dwuśladami. Najgorsze i najrzadziej spotykane – wypadki, w których straty to coś więcej niż zadrapania. W tym wpisie chciałbym podzielić się swoimi przemyśleniami (na bazie bogatych doświadczeń wypadkowych:) ) i zarazem usystematyzować swoje myśli – ot tak, odpukać,na przyszłość.

Pierwsze co masz zrobić – uciekaj!

Pierwsze sekundy po każdym z takich zdarzeń to chaos – przede wszystkim w głowie. Jeszcze sekundę temu zastanawiałeś się nad czymś ciekawym, a teraz niesamowicie boli cię ciało i leżysz na asfalcie, po którym lada chwila może przejechać rozpędzony samochód.

Jeżeli masz „szczęście”, to leżysz, a za tobą nic nie jedzie. Mimo wszystko, nie masz chwili na otrząśnięcie się z szoku – pierwsze co robisz, to zabranie się (i w miarę możliwości roweru) z jezdni. Przy lekkim walnięciu rower jest w całości, przy większym z pewnością coś odpadło – nie ma czasu na ratowanie tego teraz, bo zaraz może coś nadjechać.

Drugie – szacuj straty

Gdy jesteś bezpieczny na poboczu, z pewnością potrzebujesz chwili, by dojść do siebie. Nawet jeżeli wywrotkę „zawdzięczasz” tylko sobie bo nie była związana z działaniem osób trzecich, to i tak powinieneś oszacować swoje straty. Sprawdź, czy osprzęt przytwierdzony do roweru nadal tam jest. Lampki, dzwonek, lusterko, błotniki – bardzo prawdopodobne, że coś z tego leży nadal na asfalcie. Jeżeli nic nie jedzie możesz wyjść na jezdnię i to pozbierać.

Przed dalszą drogą musisz też sprawdzić integralność roweru. Prawdopodobnie będzie problem z wykrzywionym kołem. Przy położeniu się na prawo pewnie ucierpiał wózek tylnej przerzutki, może nawet hamulce. Przy naprawdę dużych udarach mogła nawet pęknąć rama, bo porysowań nie liczę – te są prawie zawsze.

Drobne rysy zawsze się trafiają 🙂

I teraz tak – jeżeli sam do tego doprowadziłeś, to pretensje możesz mieć tylko do siebie. Jeżeli zaś doszło do tego za sprawą innego pojazdu, to musisz jakoś wejść w interakcję z jego kierowcą. Jeżeli jest w porządku, to nie uciekł i czeka – najpewnej dopytując się Ciebie, czy wszystko w porządku.

Nie, nie jest w porządku!

Kiedyś zawsze odpowiadałem w takich przypadkach, że tak, wszystko okej. Teraz powiem inaczej – nie, nie jest dobrze. Nawet, jeżeli myślisz, że nic się nie stało, za chwilę najpewniej okaże się, że jest inaczej. Nie czujesz jeszcze co Cię boli – po moim pierwszym poważniejszym wypadku dojechałem do domu ze złamaną w dwóch miejscach nogą, pedałowałem po prostu jedną i myślałem, że druga jest skręcona. Zadrapania widać od razu, ale gdy zejdzie adrenalina odezwą się inne dolegliwości – czy to naciągnięty kark, czy naciągnięte ścięgna itp. Nie warto dawać sygnału, że nic się nie stało już od razu – bo jeszcze tego nie wiesz, a leczenie może pochłonąć dużo czasu i pieniędzy.

Jeżeli uważasz, że powinieneś, masz prawo wezwać policję. Zostałeś poszkodowany i protokół z miejsca zajścia może bardzo pomóc w dochodzeniu ewentualnych roszczeń od firmy ubezpieczeniowej. Jeżeli nie chcesz zawiadamiać policji, możecie spisać protokół sami – taki jak w przypadku stłuczki. Jeżeli tego też nie chcesz robić, to powinieneś przynajmniej wziąć telefon od kierowcy (zapisując go od razu przedzwoń i upewnij się, że nic nie pomyliłeś) i zapisać jego numer rejestracyjny. Jeżeli wieczorem okaże się, że wszystko jest w porządku, to będziesz się cieszył. Jeżeli nie, to masz otwarte drzwi do dalszych rozmów ze sprawcą. Ja jednak uważam, że najlepszym wyjściem jest spisanie protokołu na miejscu. Kierowca nie płaci mandatu jak po przyjeździe policji, a Ty masz jego oświadczenie, z którym nie musisz później nic robić.

Powiem od razu, że mądry Polak po szkodzie bo ja przy ostatniej mojej przygodzie z samochodem nie zrobiłem tego o czym piszę powyżej i teraz żałuję – ułatwiłoby to wiele spraw i dlatego piszę to, abyś Ty nie popełnił tego błędu – lepiej uczyć się na czyichś.

Na koniec – uważaj

Gdy odczekałeś jakiś czas i jesteś w stanie jechać dalej (pamiętaj o sprawdzeniu roweru – szybkozamykacz od koła mógł się odpiąć i wywrócisz się zaraz ponownie), bądź ostrożny. Cały czas prawdopodobnie jesteś w stanie podwyższonego napięcia i Twój osąd może być zaburzony – jedź ostrożnie, absolutnie nie na czas, a po prostu dojedź do najbliższego miejsca, w którym możesz odpocząć. Później, na spokojnie jeszcze raz sprawdź dokładnie rower – może być uszkodzony widelec, rama, kierownica – rzeczy, których połamanie na trasie może Cię naprawdę wiele kosztować. Kierowcy pojazdów metalowych nie mają takiego problemu – aluminium będzie najpierw trzeszczeć, skrzypieć itp., ale karbonowcy powinni na to bardzo uważać. Pęknięcie widelca podczas jazdy może się naprawdę źle skończyć.

Nówka – Niemiec płakał jak oddawał 🙂

Jeżeli zachodzi taka potrzeba, umów się do lekarza, zadzwoń do ubezpieczalni, a następnym razem – uważaj jeszcze bardziej, szczególnie w ciężkich warunkach pogodowych gdy wszystko może się zdarzyć. Niektórych rzeczy nie da się naprawić i nigdy nie warto ryzykować zdrowiem dla uzyskania lepszego wyniku na trasie.

Przypomniałem sobie – zawsze możesz zrobić z roweru choinkę – może i śmiesznie, ale dużo bezpieczniej, szczególnie w zimę, gdy wieczory są długie.

 

2 KOMENTARZE

  1. Ja polecam od razu wzywać POLICJE, POGOTOWIE, STRAŻ POŻARNA, STRAŻ MIEJSKĄ, WOJSKO, NASA, CBA, MSW itd. 🙂 Wszystko co możliwe.
    Tak wyglądał mój wypadek. Jadę ścieżką rowerową prawidłowo gdzie zostałem potracony przez kierowcę który szukał coś w schowku. Zdążyłem to zauważyć przed uderzeniem auta we mnie. Oczywiście zleciałem z roweru na ulicę. Uderzenie było wprost w środek roweru i moja nogę. Na szczęście miałem tylko zdarcia na kolanach i łokciu. Kierowca był bardzo przejęty i współpracował. Zostawił mi wizytówkę gdyby okazało się że coś jest nie tak ze mną lub rowerem. Pokryje straty.
    W domu okazało się że noga bardzo bolała i takie tam bóle po upadku. Nie miałem nic złamanego ale lekarz zalecił 7 dni zwolnienia. Rower uległ uszkodzeniu koszt naprawy jakieś 590zł info z serwisu.
    Dzwonie do faceta po dwóch dniach i mówię że ja nie mam złamań i jestem na kilkudniowym zwolnieniu ale rower jest uszkodzony i chciałbym aby pokrył naprawę roweru tak jak zapowiedział.
    Pan powiedział że ok i zadzwoni za jakiś czas. Oddzwonił powiedział że według niego nie możliwe aby koszt naprawy wyniósł 590zł i się nie zgadza. Ja mówię ze pójdę na policję a on że rozmawiał z kolegą policjantem i że policjant powiedział że w sądzie wygra. Oki w takim razie zapakowałem rower, jego wizytówkę i pojechałem na komisariat. Tam zrobiono zdjęcia i spisano całe wydarzenie i policjantka przyznała mi racje że wina jest ewidentnie kierowcy. I że sprawę skieruje do sądu.
    Miedzy czasie dostałem od niego (sprawcy) telefon że ma kontakty w policji i że wygra sprawę i powinienem się wycofać. Zignorowałem go i zostawiłem sprawę żeby szła normalnym tokiem.
    Miedzy czasie dostałem jakieś tam pisma że zbadali moje oświadczenie że sąd przyjął moje zgłoszenie i mam czekać na informacje o rozprawie itd. Procedura trwała 8 miesięcy. Potem jeszcze 4 miesiące na datę rozprawy i rozprawa za kilka miesięcy. Generalnie trwało to prawie dwa lata może trochę mniej.
    Rower naprawiłem sobie za własne pieniądze.
    Na rozprawie sądowej okazało się że to jakiś cwaniak z kasą. Wziął sobie jakiegoś „półinteligentnego” prawnika który najpierw śmiał się ze mnie, później próbował wmówić ze to moja wina a na końcu chciał mnie ośmieszyć przed sędzią. Niestety jakoś się nie dałem i nawet udało mi się go zagiąć że zrezygnował z dalszych pytań co zauważyła sędzia lekko się uśmiechając.
    W każdym bądź razie podczas rozprawy nie przedstawiłem paragonu z naprawy z serwisu bo gdzieś go zapodziałem a nawet byłem zaskoczony że o to pytali. Myślałem że to rozprawa o samym wypadku kto zawinił itd. Niestety nie było już możliwości dostarczyć kopi z naprawy o ile taka by była możliwa w serwisie.
    W każdym razie moje zeznania oraz sporządzony przez Policjanta raport z miejsca wypadku i przesłuchania, rozprawa zakończyła się wyznaczeniem terminu na orzeczenie wyroku. Było to 7 dni
    Pojawiłem się na ogłoszeniu wyroku, oczywiście sprawcy oraz „półinteligenta” nie było 😉
    Byłem tylko ja.
    Sad orzekł że winny jest kierowca i otrzymuje chyba 7 albo 10 punktów karnych i że za sprawę sadową będzie musiał zapłacić i coś tam jeszcze mu dodali. Nie pamiętam bo to było może z 4 lata temu.
    Miałem satysfakcje z wyroku ponieważ ucieszyło mnie to że to nie ja byłem winny lecz on. No i szkoda że nie otrzymałem zwrotu za naprawę. Chciałem być w stosunku do niego w porządku i proponowałem mu że on zapłaci rachunek przy odbiorze roweru i sam zobaczy co ustalili serwisanci. Niestety wolał iść inną drogą.
    Zawsze jestem ostrożny i jeżdżę od 25lat na rowerze od malca i miałem jeden wypadek na szczęście.
    Życie nauczyło mnie żeby wzywać wszystkie możliwe służby aby nigdy Cię tak nie potraktowano jak ten człowiek. Nie dość że spowodował wypadek to jeszcze twierdził że ma racje i że wygra w sądzie i że mogę sobie iść nawet do papieża. Ja byłem kulturalny w żaden sposób nie atakowałem, nie obrażałem, nie wydzwaniałem nie stresowałem. Wykonałem jeden telefon i zostałem wyśmiany, obrażony i ogłupiony.
    Tak nie może być. Trzeba walczyć o swoje.
    To wszystko, dziękuję. Uważajcie na siebie.
    /Sorki pisałem tak na szybko/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here