Twój peleton w końcu Cię odstawi…

0
388
Wyobraź sobie wielki wyścig. Jestem zapalonym rowerzystą, więc dajmy na to – wyścig kolarski. Stoisz na mecie na swojej nowiutkiej, błyszczącej szosie prosto ze sklepu. Polerowałeś ją cały wieczór i jesteś gotowy do startu. Obok ciebie na linii widzisz mnóstwo ludzi – przyjaciół, znajomych, zupełnie obcych ludzi. Całe mrowie i każdy z nich tak samo zdenerwowany czeka na start. Każdemu z nich kibicują rodzice, dziadkowie, rodzina. I w końcu jest – sędzia strzela w powietrze i ruszacie. Pulsowanie krwi w uszach, adrenalina buzuje w żyłach – jedziesz. Szybko wyprzedzasz leszczy obok, przedzierając się do czołówki i… jesteś tam. Jesteś w peletonie. Jedziesz.

Na początku widoki są przepiękne, ale nie dbasz o to. Jesteś wpatrzony w plecy najszybszego kolarza przed tobą i gonisz go ze wszystkich sił. Więcej – chcesz być lepszym od niego. Nie zwracasz uwagi na nikogo ani na nic. Liczy się tylko zwycięstwo.

Jak wspomniałem – nie jest to jednak zwyczajny wyścig. Ma dość pokrętne zasady. Na przykład – określona jest jedynie meta. Wiadomo, że jest. Nie jest wyznaczona droga – możesz wybrać dowolną. Są także punkty kontrolne (PK), na których możesz się zatrzymać. Czas jest wtedy zatrzymywany i możesz do woli posiedzieć, pomyśleć, odpocząć.

I tak, zziajany, zdyszany, ale jeden z pierwszych, wpadasz na swój PK. Wybrałeś najkrótszą drogę, która umożliwiła ci bycie tu jako jednemu z pierwszych. Jesteś z siebie dumny i czujesz się panem świata. Postanawiasz się zatrzymać. Widzisz, jak leszczyna w dali się człapie. Co ciekawe – nie każdy wybrał twoją drogę mimo, że była krótka i szybka. Niektórzy pojechali jakimś dziwnym objazdem, niekiedy nadkładając wielokrotnie drogi. Niektórzy jadą parami. Rozmawiają sobie jadąc i widzisz jak wymieniają czułe spojrzenia. Niektórzy, ciemniaki, nie dość że jadą z kimś innym, to jeszcze zamienili kolarzówki na rowery miejskie z fotelikami dla bobasów. Czy ktoś taki może z tobą wygrać, myslisz sobie… i jedziesz dalej.

Znów pędzisz. Zdobywasz premie, nie dajesz się wyprzedzić. Nadal jesteś kimś. Lecz znów potrzebujesz oddechu. Być może na PK 30, być może na 35 czy 40. I znów stajesz a, co dziwne, leszczyna, mimo że znów wybrała jakąś dziwną drogę, depcze ci po piętach. Co się dzieje, myślisz sobie. Wjeżdżają na twój PK, słyszysz ich wesołe rozmowy – w ogóle nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji. Przecież to wyścig – trzeba go wygrać, a nie tak sobie leszczyć! Nie wygrasz jadąc na damce, pomagając innym zmieniać opony, zatrzymując się aby obejrzeć ciekawy głaz leżący przy drodze! I ruszasz. Dużo dłużej odpoczywałeś tym razem. Nie możesz złapać już tak dobrze oddechu. Ale ty chcesz i musisz wygrać! Jak dotąd byłeś przecież jednym z pierwszych – faworytem. Jedziesz, ale… coraz więcej osób cię wyprzedza. Są młodsi. Szybsi. Lepsi. I wiesz, że nie masz z nimi szans. Mimo, że spinasz się jak możesz, to nic z tego. Musisz znów odpocząć…

Kolejny PK. Tamci, którzy cię wyprzedzili, już dawno odjechali. Wybrali tę samą drogę, którą i ty byś wybrał. Szybką i jak najkrótszą. Nie patrzą się na boki, mając oczy utkwione w plecach jadących przed nimi. A na twój PK znów wjeżdżają twoi rówieśnicy. Ich włosy siwieją, ale i twoje przecież nie są już tak ciemne jak kiedyś. Większość z nich zaczyna popas w wesołym, większym gronie. Z przyjaciółmi, rodziną, którą gdzieś tam na tej drodze założyli (jak do cholery im się to udało, przecież się ścigacie!!), dziećmi. Śmieją się i grillują, a ty… jesz swoje super bajeranckie żele energetyczne, które kupiłeś za pieniądze z premii. Ubrani wcale nie jak kolarze – nie jak ty, który swój strój dobierałeś starannie, aby wyglądać zawsze jak najlepiej – w powyciąganych koszulkach, szortach, dresach, odpoczywają ciesząc się chwilą. Opowiadając sobie o tych wspaniałych jeziorach, które mijali. Dziwisz się – jakie kurcze jeziora? Ach, przecież nie mogłeś ich zobaczyć bo tak szybko jechałeś…

I co dziwne, oni odjeżdżają. Posilili się, odpoczęli, nacieszyli sobą i jadą dalej. A ty? Zostajesz? Czy właśnie zdałeś sobie sprawę, że tak naprawdę nie masz już po co jechać? Żadne premie nie są ci już potrzebne. Pieniędzy masz nadto, aby żyć samotnie do końca swoich dni. Więcej – kolejnej premii już nie zgarniesz. Tamci młodzi, co niedawno cię wyprzedzili, na pewno je dostaną. Co masz zrobić? Zastanów się, czy znów wybrać najkrótszą drogę, czy też może zgapić z tej leszczyny i pojechać dłuższą trasą? Może akurat spotkasz tam kogoś, z kim jazda będzie może wolniejsza, ale z pewnością ciekawsza?

(…)

Takie pompatyczne grafomaństwo może albo zmusić do zastanowienia się, albo spowodować szybkie zamknięcie strony – zdaję sobie z tego sprawę i postawiłem sprawę na ostrzu noża ponieważ bardzo często widzę wśród programistycznej braci, rzecz znamienna – roczników młodszych od mojego, mocne dążenie do trzymania się tego peletonu. Najnowsze frameworki, trendy – mają to wszystko w małym palcu, jednak coś za coś – bo oczywiście nie ma nic za darmo – musi być to okupione ofiarami z ich strony. Młodość ma swoje przywileje – brak zobowiązań, dzieci itp. powoduje, że człowiek ma bardzo dużo czasu i może a może nawet powinien poświęcić go w dużej części na rozwijanie swoich pasji i umiejętności. Jednak bardzo łatwo wpaść w pułapkę ciągłości i cały swój czas poświęcać na tak nieistotne wiadomości jak kolejna wersja testowa nowego Core’a, a pomijać rzeczy, które są naprawdę ważne – rodzinę, przyjaciół, pasje nie związane z komputerami, a rozwijające cię nie jako programistę, a człowieka. Oczywiście – znaleźć balans między tym wszystkim jest Świętym Graalem życia, kto go znajdzie, znajdzie także i szczęście, ale być może czasem, jadąc już w czołówce, trudno wpaść na pomysł, że może właśnie lepiej zwolnić i rozejrzeć się aby go znaleźć.

W przeciwnym przypadku zostaniesz z niczym. Peleton pojedzie dalej, nie bacząc na tych, którzy już nie mogą dotrzymać mu kroku. Zostaną Ci tylko te rzeczy, które zdążyłeś zebrać podczas drogi. Jeżeli nie zależało Ci na niczym poza jak najszybszym nabijaniu kilometrów, możesz się na koniec srogo rozczarować.

Pytanie brzmi – ile życia możesz poświęcić na to, aby być w czołówce?