Zakazać monotlenku wodoru i bełkotu, czyli: programisto – pisz czytelnie!

0
359
Dawno temu czytałem pewien artykuł. Wczoraj ponownie się nań natknąłem i przytoczę go
w całości. Jedno z opracowań oryginału można znaleźć tu, a poniższe tłumaczenie wziąłem stąd:

Monotlenek diwodoru (ang. „dihydrogen monoxide”, w skrócie DHMO) jest bezbarwny, bezwonny, nie ma smaku i zabija corocznie nieprzeliczone tysiące ludzi. Większość tych zgonów jest spowodowana niezamierzonym wprowadzeniem DHMO do płuc, lecz niebezpieczeństwa związane z tą substancją nie ograniczają się do przypadków inhalacji. Przedłużony kontakt z zestaloną postacią DHMO powoduje rozlegle zniszczenia tkanek. Objawy spożycia DHMO mogą obejmować nadmierne pocenie się, zwiększenie ilości oddawanego moczu, a nawet zaburzenia samopoczucia, nudności, wymioty i zaburzenia równowagi elektrolitycznej organizmu. Pozbawienie dostępu do DHMO oznacza dla osób uzależnionych pewną śmierć. Monotlenek diwodoru:jest niekiedy określany jako kwas protonowy i jest głównym składnikiem kwaśnych deszczów, przyczynia się do zwiększenia efektu szklarniowego na Ziemi, może być przyczyną poważnych poparzeń, współuczestniczy w procesach erozji gleb, przyspiesza korozję i rdzewienie wielu metali, może spowodować awarię urządzeń elektrycznych, zmniejsza skuteczność działania hamulców samochodowych, został wykryty w komórkach nieuleczalnych nowotworów złośliwych, jako rozpuszczalnik i czynnik chłodniczy w przemyśle, w reaktorach jądrowych, w produkcji pianek z tworzyw sztucznych, jako opóźniacz zapłonu na wiele sposobów podczas okrutnych doświadczeń na zwierzętach, podczas rozprowadzania pestycydów; nawet po starannym spłukaniu otoczenie pozostaje zanieczyszczone DHMO, jako dodatek do „szybkiej żywności” i innych produktów żywnościowych. Zanieczyszczenie osiągnęło rozmiary epidemii!

Duże ilości monotlenku diwodoru zostały znalezione we właściwie wszystkich strumieniach,
jeziorach i zbiornikach współczesnej Ameryki. Ale skażenie nie ogranicza się do jednego
kraju i przybrało zasięg globalny: substancje te znaleziono nawet w lodzie Antarktydy. W dolinach wielkich rzek DHMO powoduje niekiedy zniszczenia idące w miliony dolarów. Pomimo zagrożeń, DHMO jest wciąż używany. Fabryki zrzucają odpadowy DHMO do rzek i oceanów i nie udaje się tego w żaden sposób powstrzymać, ponieważ ta praktyka jest wciąż legalna. Wpływ DHMO na dziką przyrodę jest również przeogromny i nie wolno nam tego dłużej ignorować. Ten horror trzeba powstrzymać!Rząd amerykański odmówił wprowadzenia zakazu produkcji, rozprowadzania i stosowania tej niebezpiecznej substancji chemicznej powołując się na jej „ważność dla stanu gospodarki narodowej”. Faktycznie, marynarka i inne organizacje wojskowe prowadza eksperymenty z DHMO i projektują kosztujące miliardy dolarów urządzenia do kontrolowania i wykorzystania DHMO podczas wojen. Setki wojskowych instytutów wojskowych otrzymują całe tony DHMO za pomocą skomplikowanych instalacji podziemnych. Wiele z nich przechowuje zapasy DHMO do używania w przyszłości. Jeszcze nie jest za późno! Zacznij działać TERAZ by uniemożliwić przyszłe skażenia. Dowiedz się więcej o tym niebezpiecznym związku chemicznym. To, czego nie znasz, też może zaszkodzić tobie i innym na całym świecie.

Oczywiście chodzi tutaj o zwykłą wodę, która rzeczywiście posiada wszystkie te okropne właściwości i tylko przypadek sprawił, że tak potworna trucizna jest zarazem substancją, bez której nie moglibyśmy żyć. Zauważ, jak sposób podania informacji wpływa na jej odbiór. Ta oczywista manipulacja spowodowała naprawdę duże poruszenie w USA, gdzie została opublikowana około roku 1990. Zresztą co jakiś czas ktoś ten temat znów podnosi, ludzi naiwnych nie brakuje.
Co w powyższym artykule spowodowało, że tak wielu ludzi nabrało się na ten żart?Oczywiście inna nazwa popularnej substancji. Mimo, że poprawna z punktu widzenia chemika, jest ona nieużywana w życiu codziennym (a i w opracowaniach naukowych rzadko
się ją spotyka). Jeżeli doprowadzimy do kondensacji nieużywanych zazwyczaj synonimów znanych pojęć, mądrze brzmiących słów itp. możemy bez problemu zbić z pantałyku nawet naprawdę rozgarnięte osoby. Przykładem może być tzw. Sprawa Sokala, gdzie amerykański fizyk A. Sokal opublikował pracę pod tytułem „Transgresja granic: ku transformatywnej hermeneutyce kwantowej grawitacji”. Już sam temat pokazuje stopień skomplikowania tekstu, a ten był rzeczywiście naszpikowany specyficznymi zwrotami, ale jednocześnie nie miał żadnego sensu. Co najlepsze – nikt tego nie dostrzegł i tekst został zaaprobowany i opublikowany! Wystarczyło tylko odpowiednio mądrze pisać o niczym. (Przy okazji – i Ty możesz zostać Sokalem – generator takich tekstów znajdziesz choćby tutaj). Tego typu teksty, choć może o mniejszym kalibrze, znaleźć można na każdym kroku podczas zbierania informacji w Internecie (i nie tylko, ale tu najłatwiej). Gdy czytasz coś takiego i zastanawiasz się czy wszystko z Tobą w porządku, czy może jesteś tak tępy, że nie rozumiesz o co tu chodzi, to przestań. Ktoś próbował udawać mądrzejszego niż jest i pod powłoczką mądrze brzmiących słów chce przemycić marną albo w ogóle bezsensowną tezę. Nie ma sensu tego czytać.Podobnie jest z programistami i kodem. Mój przyjaciel mądrze zauważył, a słowa poniżej
nie są dokładnym cytatem, ale moją interpretacją:
„Kiedyś imponowało mi gdy widziałem linijkę strasznie zakręconego kodu robiącego wiele
rzeczy w bardzo niezwykły sposób, dowodzący znajomości tematu piszącego. Brałem się za słabszego programistę dlatego, że nie potrafiłem szybko zrozumieć działania danego fragmentu. Z czasem i nabytym doświadczeniem moja opinia diametralnie się zmieniła i teraz osoby piszące taki kod uważam za maskujące swoje braki pod płaszczykiem wirtuozerii składniowej”.Podpisuję się pod tą opinią obiema rękami i apeluję także i do Was – piszcie nie ukrywając intencji/informacji – czy to w wypracowaniach, czy kodzie – dzięki temu czytający nie marnuje czasu na zastanawianie się co to wszystko znaczy, a jak powszechnie wiadomo,
dużo więcej czasu spędza się na czytaniu kodu, niż jego pisaniu – i wielokrotnie robi to ta sama osoba.
Pisząc czytelnie, szanujesz zatem swój czas – jeden z najcenniejszych zasobów – co wie
każdy rodzic i nie tylko 🙂