Ochraniacze Shimano S3000X NPU+

0
644

Nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednio ubrani ludzie

„Pobiłem” rekordową ilość kilometrów przejechanych w ciągu jednego roku. Zostały jeszcze niecałe dwa miesiące więc teoretycznie z łatwością powinienem dobić do dziesięcu tysięcy, ale biorąc pod uwagę większe skupienie na siłowni niż rowerze, jest to mocno wątpliwe. Wynik ten jest o tyle ciekawy, że praktycznie w całości robię go dojeżdżając do pracy. W jednym z poprzednich postów opisałem pobieżnie jak wyglądają moje dojazdy, a być może kiedyś rozwinę ten temat. W każdym razie jeżdżę praktycznie pięć razy w tygodniu, niezależnie od warunków pogodowych.

Oczywiste, że prosto to wychodzi jedynie w ciepłe, bezdeszczowe dni – w przypadku dżdżu, wiatru, mrozu czy ich połączenia sprawa się komplikuje. Skandynawowie mówią jednak, że nie ma złej pogody, są tylko nieodpowiednio ubrani ludzie i ta zasada sprawdza się u mnie w stu procentach.

Ochraniacze jako element obowiązkowy

Jednym z elementów garderoby niezbędnej na wypadek deszczu są ochraniacze na buty. Przy dobrej garderobie stopy mokną najszybciej, atakowane wodą ze wszystkich stron – kapiącą z nieba oraz pryskającą spod kół (a w ekstremalnych przypadkach po prostu są zanurzone w głębokiej kałuży pofalowanej za sprawą przejeżdżającego z naprzeciwka samochodu). Buty rowerowe są skonstruowane tak, by dobrze odprowadzać pot, mają dużo siatek itp.:

Zdj.1: Buty Shimano M087 (białe) i SH-R088

 

Dodatkowo od spodu są nawiercone pod bloki do pedałów:

Zdj.2: Bloki w butach szosowych (z lewej) i MTB

 

Jak widać, konstrukcja nie sprzyja wodoszczelności. O ile letni, ciepły deszcz może być jeszcze dość przyjemnym doświadczeniem, to gdy na dworze jest lekko powyżej zera, zamoczenie stóp może oznaczać przeziębienie, a na pewno czyni jazdę nieprzyjemną. Stąd zaraz po zakupie butów SPD (pierwsze były te białe, do kolarstwa górskiego), zdecydowałem się na zakup ochraniaczy na buty.

Jak zwykle dość wnikliwie analizowałem segment rynku będący w moim zasięgu cenowym i doszedłem do wniosku, że najbardziej odpowiadać mi może model o długiej nazwie: Shimano S3000X  NPU+.

Zdj.3: Shimano S3000X NPU+

Ich główne cechy:

  • Ocieplacze neoprenowe z powłoką wodoodporną
  • 3 mm warstwa neoprenu
  • Komfort termiczny do -15 stopni Celsjusza
  • Do każdego typu obuwia kolarskiego
Mnie przede wszystkim chodziło o ten gruby neopren, bo nie lubię przemarzniętych stóp. Co prawda sugerowany komfort termiczny w temperaturze -15 stopni można traktować z przymrużeniem oka, ale do niższych temperatur i tak raczej zakładam już po prostu inne buty, a nie bawię się w ochraniacze na letnie obuwie, tak więc nie ma z tym problemu. Do -10 spokojnie dają radę i jest nie tyle ciepło, co raczej „stopa nie odpada z zimna” 🙂
Ochraniacze te można oczywiście kupić w Internecie w cenie od ok. 120 do prawie 200 złotych. Rozpiętość cenowa bardzo duża, warto poszukać taniego sklepu.

Małe usprawnienie zawsze w cenie 😛

Wyglądałoby na to, że ochraniacze są super. Niestety, jak wszystko, nie są idealne. Nie wiem czy to przez duży rozmiar moich butów i pasujący na styk rozmiar ochraniaczy, ich zakładanie było bardzo utrudnione. Są one rozpinane z tyłu, wzdłuż ścięgna Achillesa, a na dole wzmocnione. Zakładanie moich egzemplarzy polegało na mocnym ciągnięciu ochraniaczy tak, by w końcu zapiąć rzep, a następnie na siłowaniu się z zamkiem błyskawicznym. Bolały od tego bardzo palce, szczególnie gdy były zgrabiałe w niskich temperaturach. W końcu, po dwóch sezonach, jeden zamek się zepsuł, a drugi ochraniacz naderwał. Zamiast jednak je wyrzucać, postanowiłem dodać małą przeróbkę. Poprosiłem Panią Krawcową o wyciągnięcie obu zamków i wstawienie zamiast nich rzepów. Planowałem na początek jeden szeroki rzep na całej wysokości ochraniacza, ale z powodów materiałowych zdecydowaliśmy się na wszycie trzech rzepów o mniejszej szerokości. Takie rozwiązanie ma wady – tył ochraniacza nie jest osłonięty całkowicie, ale jest to na pewno krok w dobrym kierunku. Woda zazwyczaj dostaje się do buta od przodu i z dołu, a gdy zaczyna się dostawać już z tyłu, to znaczy że but prawdopodobnie i tak dawno przemókł. Gdy zatem przydarzy Wam się podobna sytuacja i ochraniacz ulegnie uszkodzeniu, polecam wypróbowanie patentu z szerokim rzepem. Koszt niewielki, a zwiększenie komfortu użytkowania no i wydatne przedłużenie życia ochraniacza na pewno są tego warte.

Zdejmowanie ochraniaczy można zobaczyć w serwisie YouTube:

 

I to tyle. Ochraniacze polecam, życzę miłej jazdy 🙂

30.04.2017, aktualizacja:

Po przeszukaniu mojego profilu na Facebooku odnalazłem notkę z dnia 18.02.2015. Oto jej treść:

Sezon zimowy (którego tak naprawdę w tym roku nie było) ma się ku końcowi, a tytułowe ochraniacze kupione jesienią mają się dobrze. Stąd chciałbym powiedzieć, że jeżeli ktoś ma buty letnie, a chciałby jeździć komfortowo w chłodku, to może śmiało je kupować – nie zawiedzie się. Ochraniacze w sklepie z linku są dość drogie – na allegro z pewnością uda się je dostać taniej.

Zaletą ochraniaczy jest dość pancerna budowa – są zrobione z grubego neoprenu pokrytego poliuretanem, który bardzo szczelnie owija but i chroni go przed wodą z chmur i kałuż (a taka lodowata woda z kałuży jest straszna gdy dostanie się do środka), a także przed lodowatym wiatrem wdzierającym się w najmniejszą niechronioną szczelinę.

Dzięki swojej grubości ochraniacze są nadal całe – nie strzępią się pod spodem, nie rwą, są praktycznie takie jak na początku, tylko brudne 🙂 Należy jednak uważać na zamek błyskawiczny – po kilkudziesięciu razach mam już na nie sposób – przy ściąganiu otwieram je do końca, przy zakładaniu zostawiam zapięte na ok. 1-2 centymetry – bez tego bardzo ciężko jest je zapiąć na bucie i powolutku zamek jest wyrywany z neoprenu. Gdy się pamięta o zostawianiu tego centymetra, nie ma już problemu.

Podsumowując – bardzo polecam, jeździłem w najniższej temperaturze ok. -10 i nie czułem żadnego dyskomfortu. Myślę, że do -20 nadal spokojnie będę w tym jeździł – zobaczymy w następnym sezonie