W podziemiach zamku L #1

4
518

Ciemność… Dopiero po jakimś czasie oczy przybysza przyzwyczajają się do głębokiego mroku i może on rozróżnić kształty postaci krzątających się wokół. Nie jest ich dużo – kilka, kilkanaście pochylonych, małych stworów zwanych „Impami” biega na pozór bez celu, ale po chwili widać, że cały ten taniec jakiś cel ma.

Podziemie wysprzątane przed wizytą Pana

Powoli z ciemności wyłaniają się też kształty arkad. Lustra kałuż między nimi i dźwięk rozchlapywanej wody, gdy stopa Impa wejdzie w jedną z nich. Arkady wyglądają na wiekowe – niektóre mają ponad 15 lat, co w tym świecie wydaje się prawie wiecznością. Nagle w oko przybysza wpada głęboki wżer w jednej z nich i całość, niczym ogromna układanka, zaczyna pasować – te Impy nie tańczą w pijackim szale, lecz małymi szpachelkami trzymanymi w łapkach próbują łatać arkady…

Wizerunek Impa najbardziej odpowiadający rzeczywistości

Impy są tu od zawsze. Nie ciągle te same, o nie. Nowe przychodzą, stare odchodzą – same, bądź i nie. Pan Impów jest panem dobrym, ale raz na jakiś czas wybiera najbardziej niesfornego i przykładnie go kara, brutalnie poniewierając go i wyrzucając z lochu – dzięki temu pozostałe kulą się jeszcze bardziej i jeszcze żwawiej przebierają swoimi nóżkami. Na zewnątrz jest zawsze kilka innych, czekających na swoją kolej.

Stwory nie są źle traktowane, bynajmniej. Pan o nie dba. Wie, że wylicytować dobrego robotnika jest trudno i gdy mu się to uda, stara się, by temu wydawało się, że jest mu dobrze. Bo jest – dostaje swoje dukaty, raz na jakiś czas ma przerwę na kubek szlamu, a do tego wydaje mu się, że to co robi, ma jakiś głębszy sens.

I tylko niektóre z nich marzą. Nie o odejściu – są już stare i wiedzą, że nie ma podziemi idealnych. Wiedzą, że nawet jeżeli gdzie indziej dostaną więcej dukatów lub inną szpachelkę, to w dłuższej perspektywie nic to nie zmieni. Marzą o tym, by ich praca miała rzeczywiście głębszy cel. Bo to, że dbają o te arkady, nie znaczy przecież nic – nikt nie widzi znoju i wysiłku włożonego w utrzymanie starego podziemia w stabilnym stanie.

O tak… ten stary Imp był raz na górze. Widział, że na powierzchni, na sklepieniu podtrzymywanym przez pradawne arkady stoi zamek. Zamek widoczny w całym Midgardzie, zamek zwany przez Ludzi Zamkiem L. Z daleka zamek wyglądał przepięknie. Stary Imp widział go tylko przez chwilę, ale do teraz pamięta strzeliste wieże przenikające obłoki. Wokół wieży stoją rusztowania wychylające się spomiędzy strzępków chmur i stary widział tam małe kropki – inne Impy krzątające się wokół fasad wież i upiększających je stale. Pomyślał wtedy, przez krótką chwilę, że może to byłoby coś, o czym tak bardzo marzył? Może to właśnie byłaby praca, która miałaby jakiś sens? Przyniesienie Ludziom piękna, a nieciągłe, nużące zalepianie miejsc po cegłach odpadających z arkad…

Marzenie Impa

Stary marzył o tym od chwili gdy tylko zobaczył te chmury i piękne fasady, ale aż do dziś nie wiedział co może zrobić, aby uwolnić się od swojej szpachelki. Do dziś – kiedy to zobaczył małe światełko przenikające głębokie ciemności jego podziemi…